PERSPEKTYWA PANI HELLMAN
Wiele doświadczyłam w swoim życiu, cięższych czy lżejszych problemów. Od utraty pieska w wieku 8 lat po napaść z gwałtem w wieku 19 lat. Ale nic, nic nie jest gorsze niż to, kiedy widzisz swojego jedynego syna leżącego na ziemi, pobitego i potłuczonego, ledwo nadającego się do rozpoznania, w kałuży krwi. Kazałam Rosemary zabrać go od razu do szpitala, ale nie miałam chwili, żeby go odwiedzić, aż do teraz. Musiałam stłumić w sobie panikę i nieustannie chodzące po mojej głowie pytanie, czy on w ogóle jeszcze żył, i zając się moją instytucją. Tym razem lepiej się tym zająć, żeby nie dopuszczać więcej do takich wybryków. Musiałam pozbyć się wszystkich zmartwień, jakie mogły zakłócić kolejność rzeczy w Wickendale. Wygląda na to, że od teraz będę musiała prowadzić je bardziej jak więzienie niż zakład psychiatryczny, czy tego chciałam czy nie, to rzeczywiście byli kryminaliści.
Bo tym razem nie chodziło już jedynie o Wickendale. Tym razem chodziło o moje dziecko. Mojego ślicznego, problematycznego chłopczyka. Miał dwadzieścia jeden lat, a jak na swój wiek był wyjątkowo inteligentny, i mimo wszystko byłam z niego dumna. A ten potwór, Harry, pobił go niemal na śmierć. Więc oczywiste, że musiałam z tym coś zrobić. Coś, żeby mieć na jakiś czas z głowy jego i całą tą jego dziewczynę. Coś, co powstrzymałoby ich przed tym, co kombinują, cokolwiek to było. Wydaje mi się, że terapia elektrowstrząsami spisała się nieźle. Ciągle pamiętam ten cudowny moment, w którym w oczach chłopaka pojawił się szok i ból, a Rose krzyczała i płakała za drzwiami. Ta chwila dała mi siłę i przypomniała że bez względu na wszystko to ja miałam kontrolę. Oni byli zwyczajnymi pionkami w tej grze.
Chciałabym móc powiedzieć, że Harry na to zasługiwał. Chciałabym móc myśleć, że tak na prawdę to Harry obdarł ze skóry te kobiety, ale gdzieś w środku dobrze wiedziałam, że tak wcale nie było. James zawsze był inny i zawsze go broniłam i kłamałam w sprawie jego "upodobań". Nigdy się z tego nie tłumaczył, ale ja to wiedziałam. Schowałam to jednak głęboko w sobie i zamknęłam na klucz, powtarzając sobie, że mój synek był dobrym dzieckiem. Nie dawałam sobie do końca uwierzyć, że było to prawdą.
Delikatny hałas, jakim było skrzypnięcie szpitalnego łóżka, oderwało mnie od moich myśli. Łóżko stało po przeciwnej stronie od małego biurka. Po lewej stała niewielka szafka pełna przyrządów medycznych wraz z kroplówką. James leżał pod białą pościelą przede mną. Siedziałam na plastikowym krześle, przyglądając się mu. Miał na szyi kołnierz, bandaże na nosie i paczkę lodu przyłożoną do głowy, która musiała być regularnie wymieniana. Jego warga była rozcięta, a oko straszliwie podbite. Miał też dużo więcej bandaży na swojej skórze i podano mu leki przeciwbólowe, ale chyba był już przytomny.
-James - powiedziałam. Jego głowa przekręciła się na bok. Mruknął w odpowiedzi. - Słyszysz mnie?
-Tak - wyskrzeczał. Pewnie nic nie pił. - James, to co wczoraj nawyrabiałeś było zupełnie niepotrzebne. Jak mogłeś być takim idiotą?
Nie wydawał się zbyt zaskoczony, nawet nie udawał, że nie wie o co chodzi. Dokładnie wiedział, o czym mówiłam.
-Wiedziałem... - szepnął, ale urwał na moment, żeby złapać oddech. - Wiedziałem, że to zrobisz.
Teraz to ja wiedziałam, co miał na myśli. On chciał, żeby Harry go pobił, bym mogła go ukarać. Nie za bardzo wiedziałam dlaczego, ale nawet nie chciałam pytać.
-Posłuchaj, James. Cieszę się z ukarania Harry'ego prawie tak samo, jak i ty. Ale cokolwiek planujesz, to nie ty rządzisz pacjentami. Nie mieszaj już instytucji w swoje zajęcia. To zbyt ryzykowne i ledwo daję sobie z tym wszystkim radę.
Przytaknął, chociaż nie byłam pewna, czy mnie słuchał.
-Mówię poważnie. Nie utrudniaj mi tego.
-Nigdy - odezwał się ochrypłym głosem, ale ja wyczułam delikatny sarkazm w jego tonie, który zasiał we mnie niepokój. Zdecydowałam się to jednak zignorować, więc zwyczajnie położyłam na stoliku obok kwiaty które mu kupiłam.
-Zawsze mogę cię zwolnić - powiedziałam. Zaśmiał się w odpowiedzi, jednak szybko śmiech zmienił się w grymas w wyniku bólu. - A propos pracowników Wickendale, muszę wracać, żeby upewnić się, że trzymają pacjentów pod kontrolą. Zdrowiej.
-Dzięki - odparł cicho, jakby powiedzenie tego nieco głośniej mogłoby spowodować ból. Z każdym grymasem, siniakiem i bólem, jaki doznawał mój syn coraz bardziej nienawidziłam Harry'ego. Jeśli jeszcze raz wywinie taki numer mojemu synkowi albo komukolwiek innemu, przysięgam, że Wickendale uczynię dla tego chłoptasia istnym piekłem na ziemi.
ROSE'S POV
Harry żył. Chwilowe zdezorientowanie i utrata pamięci minie. Pamiętał moje imię, a także, w większości, kim jestem. Szybko wróci do siebie, jak sama Lori powiedziała, jest inteligentny. Jego mózg wszystko sobie poukłada. Wróci do mnie.
Chociaż to sobie nieustannie powtarzałam, nie za bardzo próbowałam maskować swój ból. Nie dla litości. Właściwie to starałam się jak mogę, żeby ukryć rozpacz. Harry, do którego tak się przyzwyczaiłam stał się dla mnie kotwicą, która powstrzymywała mnie przed utonięciem podczas sztormu. I pozostając bez tego Harry'ego, choćby na parę dni, panicznie bałam się, że utonę.
Wyglądało na to, że nasze role się zamieniły, bo teraz to ja musiałam pomagać jemu. Pomagać mu myśleć, uczyć się wszystkiego na nowo, przypominać sobie. Ale każde wymamrotane przez niego słowo, każde zerknięcie, jakie posyłał mi swoimi zielonymi wystraszonymi oczami sprawiało, że tonęłam jeszcze bardziej. Prawie jak wtedy, kiedy umiera członek twojej rodziny, kiedy wszystko cię zasmuca i przygnębienie bierze górę. I to nawet nie tylko u ciebie. Wisi to wtedy w całym powietrzu, ponury nastrój i apatia nie przepuszczają ani trochę światła, a ja nic z tym nie mogę zrobić. Dokładnie tak się teraz czułam i właśnie tak będę się czuła dopóki on nie wyzdrowieje.
Powiedziałam to wszystko Kelsey podczas jednej z tygodniowych terapii, powstrzymując łzy jak tylko mogłam. Choć wcale nie byłam wariatką, po prostu koniecznie musiałam z nią porozmawiać. Patrzyła na mnie z litością, milczała gdy skończyłam.
-Pani Hellman to szmata. I James tak samo - odparła.
Normalnie bym się zaśmiała, ale w tej chwili stać mnie było jedynie na "no wiem".
-Dlatego nie możesz dać im tego, czego chcą, Rose. Wystarczy, że uronisz jedną łzę, a wygrają. Oni próbują cię złamać. Dlatego James zwabił was na ten hol, dlatego Pani Hellman wybrała terapię elektrowstrząsową jako karę. Chce z was obojga zrobić szaleńców, żeby jej kłamstwa znalazły jakieś potwierdzenie w praktyce. Byście pasowali do reszty pacjentów.
Skinęłam, starając się jak mogę przyswajać sobie jej słowa.
-Cokolwiek robisz, nie dawaj im przewagi. Pomagaj po prostu Harry'emu dojść do siebie, jak mówiła Lori. Dla dobra was obojga. Myśl o tym, co będzie, kiedy on wróci do siebie, niech podtrzymuje cię to na duchu. Zanim się obejrzysz, znowu będzie tym wkurzającym, sarkastycznym, wnerwiającym Harrym.
Przytaknęłam, uśmiechając się delikatnie. Kelsey nigdy nie była fanką Harry'ego.
-Dzięki - powiedziałam. - Postaram się.
Były chwile, w których czułam pozorny spokój, jakby nadzieje na lepsze jutro ułatwiały mi przeżycie strasznego dzisiaj. Czułam się prawie całkiem w porządku. Westchnęłam, przypominając sobie jednak, że jedynym wyjściem była ucieczka. Tylko to nas mogło naprawdę uratować.
-Nie możemy tutaj zostać.
-Wiem, Rose, ja...
-Harry był już w izolatce, został wychłostany, a teraz jeszcze to. Każda kara jest gorsza od poprzedniej, następnym razem już tego nie zniosę. A kto wie, co Pani Hellman jeszcze wymyśli.
-Wiem - powtórzyła, tym razem łagodniej. Zrobiła krótką pauzę zanim dodała - Piszę się na to.
-Co? - spytałam
-Piszę się na to - powiedziała znowu. - Cokolwiek byście potrzebowali, załatwię wam to. Nie mam dostępu do wszystkich informacji w placówce, ale całkiem sporo. Mogę to wykorzystać, żeby pomóc wam się stąd wydostać, jeśli zajdzie taka potrzeba. Daj tylko znać - brzmiała tak zdeterminowanie. Świetnie było to słyszeć. Wiedziała już o wszystkich horrorach, jakie zapewniała nam Pani Hellman i jej okrutny syn, do czego w ogóle byli zdolni. Wiedziałam, że nam pomoże ale do teraz nie byłam pewna, w jakim stopniu.
-Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo jestem ci wdzięczna. Za wszystko.
Skinęła patrząc mi prosto w oczy. A potem wstała i podeszła do mnie rozkładając ramiona. Wiedziałam, co się szykuję, więc wstałam. Mocno zaplotła ręce pokój mnie. Kelsey uwielbiała dramaturgię, ale tym razem to nie było to. Tym razem to było na poważnie, ze współczuciem, a ten uścisk przepełniony był zrozumieniem, jakby czuła to, co ja teraz.
-Przykro mi, że to wszystko się dzieje. Nie zasługujesz na to.
Przytuliłam ją mocniej.
-Dzięki za wsparcie, Kelsey. Naprawdę. Dużo to dla mnie znaczy.
-Nie ma za co - powiedziała uśmiechając się do mnie. Wtedy ktoś zapukał do drzwi.
-Moment! - zawołała do kogoś, kto za nimi stał. - Nasz czas minął. Pamiętaj, będzie dobrze, obiecuję. Za kilka dni wszystko wróci do normy. No może nie do normy, ale... nie ważne, wiesz o co mi chodzi. Tylko... tylko się postaraj i wytrzymaj dopóki Harry nie wydobrzeje.
-Spróbuję - odparłam, łapiąc klamkę. Nic nie obiecywałam.
Około godzinę później byłam już w kawiarence. To, co jeszcze do niedawna było moją ulubioną częścią dnia, powoli stawało się najgorszą. Ogromny pokój udekorowany plastikowymi krzesłami, oblepionymi brudem stolikami, z obrzydliwym jedzeniem i chorymi psychicznie ludźmi. Zawsze mnie to trochę obrzydzało. Ale nigdy nie zwracałam na to zbyt wielkiej uwagi. Zawsze wpatrywałam się w Harry'ego. Zawsze był w centrum mojej uwagi, a jego piękne rysy zabierały mnie gdzieś daleko stąd. I wciąż był w centrum mojej uwagi, ale teraz w nieco innych okolicznościach.
Kiedy weszłam już siedział przy stoliku, wydymając delikatnie wargi i marszcząc czoło. Jego roztrzepane loki wyglądały jak zawsze, ale coś zmieniło się w jego oczach. Były otępiałe, jakby utraciły blask. Nie tak wystraszone, jak wczoraj, ale czegoś w nich brakowało.
Usiadłam na przeciwko niego. Nie spojrzał na mnie.
-Cześć - przywitałam się. Tym razem podniósł wzrok, ale nic nie powiedział. - Jak się czujesz?
Zajęło mu to chwilę, zanim pomyślał i odpowiedział jednym słowem.
-Lepiej.
-To dobrze - powiedziałam przytakując.
-Ta. Trochę się... mi... poukładało.
Skinęłam, uśmiechając się delikatnie. Uśmiechałam się, żeby czuł się lepiej. Czułam się trochę jak nauczyciel. Denerwował mnie jego widok w takim stanie, ale wiedziałam, że przecież dla niego to musi być jeszcze cięższe niż dla mnie. Musiałam sobie po prostu powtarzać, dlaczego to robię. Harry musi wyzdrowieć.
-Chcesz pograć w jakąś grę planszową? Czy znowu karty?
-Wczoraj graliśmy w karty - zauważył. Pełne zdanie. Nie za wiele, zwyczajnie coś zapamiętał, ale była różnica.
-Tak, graliśmy. Chcesz znowu?
Pokręcił głową.
-To chcesz...
-Przepraszam - przerwał mi. Tego słowa się nie spodziewałam.
-Za co? - spytałam wpatrując się w jego oczy, które pierwszy raz od dwóch dni spotkały się z moimi.
-Za to... jaki teraz jestem - odparł. - Wiem... Wiem, że nie powinienem. Staram się. Ale ciągle dużo jest jeszcze zagmatwane.
-Nic się nie stało, Harry - zapewniłam go. Więc on także wiedział, że nie jest taki normalnie. Jeżeli ktokolwiek próbował wyleczyć Harry'ego, to był nim sam Harry. - To nie twoja wina. Wrócisz do siebie, Harry.
Przytaknął woli, znowu skupiając wzrok na swoich nogach.
-Obiecujesz?
Nie zawahałam się wtedy nawet na sekundę, bo musiałam przekonać nas oboje, że tak będzie.
-Obiecuję.
-Okej - powiedział, uśmiechając się delikatnie po raz pierwszy. Jego uśmiech był dokładnie tak samo piękny jak zawsze - Gra planszowa.
HARRY'S POV
Poszła, żeby wziąć grę planszową. Jej długie włosy spływały po plecach, a jej oczy, chociaż się błyszczały, wydawały się smutne. Może to znowu była moja wina, ale chciałem jej jakoś dać znać, że staram się jak mogę. Mam nadzieję, że to zrozumiała.
Czy my byliśmy w sobie zakochani? Na pewno była dla mnie ważna, tyle wiedziałem. Nie wiedziałem tylko w jakim znaczeniu. Odkopałem gdzieś w głowie skrawki wspomnień jej uśmiechu i słaby zarys naszego pocałunku. Może się pocałowaliśmy.
Ale była też inna dziewczyna. Blondynka. Kojące niebieskie oczy i szeroki uśmiech. Wspomnień o niej było jeszcze więcej, ale wszystkie były niewyraźne. Miałem jej imię na końcu języka... Erica? Ella? Emma?
Emily! Emily, tak miała na imię. Ale wraz z jej imieniem pojawiło się jeszcze jedno, jeszcze bardziej rozmyte wspomnienie. Albo ona mnie czymś zasmuciła, albo coś co jej się stało mnie zasmucało. Tak czy inaczej, wolałem myśleć o Rose. Bo ona była naprawdę, siadała właśnie na przeciwko. Ona była tutaj i ja tutaj byłem, to nie samo wspomnienie. To było teraz.
Starałem się jak mogłem, żeby słuchać i grac według zasad, które wytłumaczyła mi Rose, ale bez przerwy się w czymś myliłem. Czasem tłumaczyła mi od nowa, a czasem po prostu się śmiała. Nie tak chamsko, ale tak delikatnie, a później i tak znowu mi tłumaczyła.
Czułem się spokojniejszy z Rose i z myślą, że mogę jej ufać. To, co przyszło wraz ze wspomnieniem Emily... ciągle to czułem. Czułem coś obcego, coś dziwnego, co wkradło mi się do głowy.
Ale czułem też wiele innych rzeczy. Gdzieś w środku mnie siedział gniew, ale nie wiedziałem dlaczego. Chciałem zemsty. Nie byłem do końca pewny, czy jeżeli zobaczyłbym osobę, której tak nienawidziłem, poznałbym ją, ale na tę chwilę nie miałem pojęcia, kto za tym stał.
Były też inne rzeczy. Straszne rzeczy. Wplecione między migające wspomnienia i porozsypywane myśli. Przebłysk mojego ciała wyginającego się i zdartego głosu od głośnego krzyczenia. Przebłysk bólu przeszywającego moje plecy. Ciemna, brudna cela. Samotne noce i dziwne dni. Głosy, mnóstwo głosów w mojej głowie. Okropne koszmary. Odległe krzyki i dalekie wrzaski. Ciągły strach i niepokój, jaki ogarniał moje myśli. Nie wiedziałem, czy to tylko wymysł mojego zagmatwanego mózgu, czy tak rzeczywiście zawsze było. Ale bez względu na wszystko, jedna rzecz była pewna. Ja się kurwa zamieniałem w wariata.
_______________________________________
dzisiejsza notka będzie krótka, mam do powiedzenia tylko 3 rzeczy :) więc po pierwsze to przykro nam, że komentowanie spadło o połowę, a wyświetleń wcale się nie zmieniło. to znaczy, że czytacie, a nie zostawiacie komentarzy. kochani, to dla nas bardzo ważne, a wasza krytyka na pewno nam się przyda dla poprawienia jakości i stylu tłumaczenia. także pliska xx
po drugie zachęcam do pisania w tagu #RarryMemories, odkąd Harry stracił pamięć można samemu sobie coś poprzypominać (:
po trzecie chciałam ten rozdział zadedykować natalii, kindze i gabrysi ((wybaczcie, jeżeli pomyliłam imiona)), które prowadzą twitterowe konta harry'ego, rose oraz kelsey. wyjątkowo się do tego przykładają, bo tweetują codziennie, codziennie są na tych kontach i poświęcają im bardzo dużo czasu. BIG LOVE ♥♥♥ ~natalia :)x