(z soundtracku "Wielki Gatsby", podesłane przez czytelniczkę, dzięki ily idealnie się wstrzeliłaś w czasie, przekonacie się wszyscy podczas czytania rozdziału :)xx )
Ale starałam się korzystać z nich, jak tylko mogłam. Ponieważ mój strażnik wydawał się zupełnie normalny, nie mówił za dużo, ale zabierał mnie tam, gdzie musiał. Pani Hellman najwyraźniej odłożyła swoje chamstwo na bok, a James, Kevin i nawet Norman trzymali się ode mnie z daleka. Nagle nikt nie rzucał nam kłód pod nogi.
Nie wspominając już o raju wspominanym przez Harry'ego, którego wizja często oddalała się od nas o kilometry strachu, które sprawiały, że coraz ciężej było nam uwierzyć w jego istnienie. Ale on zawsze wymyślał coś, żeby na nowo go odnaleźć. Czy to było zakradanie się do magazynku, czekanie, aż wszyscy wyjdą, żeby skraść pocałunek czy chociażby trzymanie pod stołem ręki na moim udzie podczas lunchu, zawsze jakoś udawało się uzyskać pewną formę szczęścia. Nie mogliśmy oczywiście być ze sobą całkowicie, jak oboje bardzo chcieliśmy i potrzebowaliśmy. Ale jakoś musieliśmy ukoić swój głód, choćby trochę. Harry obmyślał plan, żebyśmy mogli jakoś zwieść czujnych ochroniarzy, a udawało mu się to dość często, bo nigdy nie musiałam długo czekać na jego dotyk. Zwłaszcza w przeciągu tych kilku dni, kiedy raz czy nawet dwa razy dziennie mieliśmy szansę wpleść sobie palce we włosy i poczuć swój smak na ustach, gdzieś z dala od wszystkich.
Moglibyśmy zmontować nasze romantyczne, szalone chwile, dodać jakąś muzykę i powstałby romantyczny film dla nastolatków. Za każdym razem było jeszcze bardziej ekscytująco i coraz lepiej udawało nam się ukoić pożądanie.
Wczoraj podobało mi się najbardziej.
Zaczęło się od Mikayli i jej książki. Siedziała już przy stoliku, opierając się o plastikowe krzesło, kiedy weszłam na lunch. Jej opalone przedramiona spoczywały na blacie. Ale miała ze sobą coś, czego niesamowicie brakowało mi z czasów, kiedy miałam jeszcze własne mieszkanie i nieco wolności.
-Skąd ją wytrzasnęłaś? - spytałam zdziwiona
-To? - odparła unosząc książkę.
-No. Wzięłaś ją ze sobą do instytucji?
-Nie. - mówiła. Harry przyglądał się nam z drugiego końca stołu - Z biblioteki.
-Jakiej biblioteki? - brnęłam. Książka wydawała się idealnym pomysłem na przedostanie się do innego świata, który nie był tak zagmatwany i podły jak ten, w którym się znajdowałam.
-Jest tutaj taka jedna. - powiedziała, tonem brzmiącym jakby mówiła "jak można tego nie wiedzieć". Jakby to było oczywiste.
-Woah, woah, czekaj. - wtrącił Harry - Wickendale ma bibliotekę?
-Tak... nie wiedzieliście?
-Nie. - odparł, wręcz urażony, że nikt go nie poinformował. - Od kiedy?
-Nie wiem. - Mikayla wydawała się znudzona tą rozmową. - Wydaje się dosyć nowa, jakby miała może parę lat.
-Skąd o niej wiesz? - dociekałam
-Woah, zwolnijcie trochę. - powiedziała, unosząc ręce w obronnym geście - Spytałam po prostu strażnika, czy są tu jakieś książki i zabrał mnie do biblioteki.
Oczy Harry'ego powiększyły się z zaskoczenia i podekscytowania.
-Osz w dupę, muszę tam iść.
-Zaczekaj, aż skończy się lunch. - wtrąciłam, nie mogąc powstrzymać uśmieszku. - Ja też chcę iść. - przesunęłam krzesło tuż obok Harry'ego.
-Dzięki Bogu, że jest tu biblioteka. - odezwał się, jakby do siebie, ignorując moje słowa, ale siadając z powrotem na krześle. - Nudziłem się w celi jak cholera. Muszę coś poczytać.
-No proszę, kto tu jest teraz kujonem? - droczyłam się, wspominając pierwszy tydzień, kiedy poznałam Harry'ego, a on bez przerwy się ze mnie nabijał. Za każdym razem, jak mówiłam jakąś ciekawostkę to mi to wypominał.
-Nadal ty. - odparł. - Nic się nie zmieniło.
-Czyli ty nadal jesteś dupkiem?
-A ty ciągle dwudziestojednolatką, która nie uprawiała seksu. - powiedział, pakując do ust łyżkę pełną żarcia.
Szczęka mi opadła, a kąciki ust bezwiednie uniosły się ku górze.
-Kujon. - nazwałam go znowu.
-Dziewica. - wyszczerzył się, wycierając kciukiem resztki jedzenia z kącika ust i oblizując go. Wciągnęłam głośno powietrze słysząc jego słowa, podczas gdy jego oczy świeciły łobuzersko - Ale bez obaw, już niedługo to zmienię.
Usłyszeliśmy czyjeś chrząknięcie. Razem z Harrym oboje obróciliśmy się w tamtym kierunku. Mikayla siedziała niezręcznie naprzeciwko nas, próbując nam jakby przypomnieć, że ciągle tu jest, w razie gdybyśmy zapomnieli. Bo właściwie zapomnieliśmy. A przynajmniej ja. Taką reakcję wywołał u mnie Harry, wiadomość o bibliotece i sam fakt, że nie jest tu teraz tak najgorzej. Umykały nam przez to różne rzeczy. Łącznie z tym, że Jane nie przyszła na lunch.
Szybko jednak wyleciało mi to znowu z głowy. Spytałam mojego nowego strażnika, czy moglibyśmy odwiedzić bibliotekę. Poza tym, Jane pewnie poszła po prostu na sesję albo badania. Przecież nie ma się czym martwić.
Tak więc nie martwiłam się. Uważnie przeglądałam grzbiety książek w poszukiwaniu jakiegoś tytułu. Znajdowałam się w raczej ustronnym miejscu, nie w zasięgu wzroku ochroniarzy, którzy zwykli byli zakłócać spokój, gdziekolwiek byś go nie znalazł. Nie było nikogo poza mną między tymi dwoma regałami. Paru innych przestępców, także tropiących książki dla siebie, udało się na pierwsze rzędy z nowymi egzemplarzami. Ja miałam tutaj spokój.
Spokój został mi jednak dany jedynie na kilka minut. Nie zdążyłam się jeszcze wciągnąć w "Grona gniewu", kiedy nagle zdałam sobie sprawę, że nie byłam sama. Czyjaś obecność wyczuwalna była w powietrzu, choć jeszcze nikogo nie widziałam. Nim zdążyłam się obrócić czyjeś ramiona oplotły moją talię. Pisnęłam i upuściłam książkę, odwracając się szybko. Nagle wciąż trzymając mnie jedną dłonią, palec Harry'ego znalazł się na moich wargach.
-Ciiii - uciszył mnie, chichocząc.
Odetchnęłam z ulgą opierając się plecami o regał i śmiałam się razem z nim. Po tych chichotach i uśmieszkach nie mogliśmy czekać już dłużej ze złączeniem naszych ust, jak to weszło nam w zwyczaj. Choć nie jestem pewna, czy kiedykolwiek przyzwyczaję się do gładkości jego warg i tego, jak czule współgrają z moimi. Do tego, jak jego duża dłoń spoczywa na moim biodrze, a druga ujmuje policzek, podczas gdy moja brnie głębiej w jego włosy.
Pocałunek nie był jednak tak długi, przerwany subtelnie przez Harry'ego.
-Cześć. - wydyszał z uśmieszkiem
-Cześć. - zachichotałam, a potem znowu go pocałowałam.
Gdyby nie dobry słuch Harry'ego nie usłyszałabym kroków nadchodzącego strażnika.
-Chodź. - wyszeptał, przerywając pocałunek i chwytając moją dłoń.
Zaciągnął mnie pośpiesznie na koniec regału. Przycisnęliśmy plecy do drewna. Zakryłam ręką usta, a Harry odważył się zerknąć na ochroniarza. Wychylał się w poszukiwaniu źródła hałasu, jaki robiliśmy z Harrym. Ale byliśmy dla niego niewidoczni, ledwo powstrzymując śmiech, gdy przechodził nadzorować inne części biblioteki.
-Fiu. - powiedział Harry, udając, że wyciera pot z czoła.
-Było blisko - nabijałam się razem z nim. Naprawdę mieliśmy strażników w dupie.
Harry zagryzł dolną wargę i spojrzał mi łobuzersko w oczy.
-Co? - spytałam
-Chodź ze mną. - odpowiedział po długim milczeniu
Zacisnął rękę na moim nadgarstku i pociągnął w stronę innego regału, jeszcze bardziej w głąb pomieszczenia.
-Co teraz?
-Szukamy książki. - odparł wzruszając ramionami. Nie mówiąc już nic więcej zaczął przeczesywać wzrokiem półkę, ściągając przy tym brwi w koncentracji i wydymając delikatnie dolną wargę. Jak na kogoś jego wzrostu i postury wyglądał uroczo.
Naprawdę próbowałam znaleźć jakąś książkę i myślałam, że trafiłam na tą, która mogłaby mi się spodobać. Kiedy jednak przeleciałam wzorkiem po streszczeniu odłożyłam ją z powrotem, bo wydawała się za nudna. Więc zerknęłam znowu na Harry'ego. Ciągle szukał, trzymając ręce za plecami i pochylając się nieco, żeby przeczytać tytuł. Nie mogłam się powstrzymać przed cmoknięciem go w policzek. Nie spodziewał się tego, a kiedy obrócił się w moją stronę miał uśmiech wymalowany na twarzy. Nim zdążyłam zareagować przysunął mnie jedną ręką delikatnie do siebie, przytrzymując drugą moją głowę i przyciskając usta do moich w namiętnym, ale figlarnym pocałunku. Może i był to bardziej głęboki całus, ale był krótki.
A potem jak zawsze zostawił soczysty pocałunek na moim czole, policzku, drugim policzku, czubku nosa, szyi, znowu na czole, a ja tylko chichotałam i próbowałam poskromić motyle w moim brzuchu, które pojawiały się z każdym dotykiem jego ust.
-Przestań! - zaśmiałam się, próbując go powstrzymać. Trzymał mnie wyjątkowo mocno.
Przestał wreszcie i odsunął się, znowu szukając, choć tym razem z uśmieszkiem na ustach, a nie ze zmarszczonymi brwiami. Wróciłam do szukania dobrej książki razem z nim, choć nie mogłam się już za bardzo skupić przez pozostałe uczucie jego ust na mojej skórze.
Wszystkie tytuły wydawały się nudne albo smutne. Lecz w końcu, wreszcie zobaczyłam jedną, która mogła mnie zaciekawić. Na ciemno niebieskiej okładce było napisane "Wielki Gatsby". Wyciągnęłam po nią rękę, ale Harry zrobił to samo w tej samej chwili. Zerknął na mnie krótko, a potem odbił mi ją nim się zorientowałam.
-Ej! - powiedziałam - Ja ją chciałam.
-Trzeba było się pośpieszyć. - odpowiedział, otwierając ją i przeglądając pierwszą stronę.
Przewróciłam oczami.
-Dobra, ta i tak się wydaje lepsza. - odparłam. Harry spojrzał na tytuł. "Zagubiony Horyzont"
-Skoro tak twierdzisz. - westchnął.
-Naprawdę! "Zagubiony Horyzont" brzmi znacznie lepiej niż "Wielki Gatsby".
-No nie wydaje mi się. - nie zgodził się
-Okej, to ja ją jeszcze dzisiaj skończę, a potem ty ją przeczytasz. A jutro wymienimy się i zdecydujemy, która jest lepsza.
-Stoi. - zgodził się, rozbawiony moją chęcią zwycięstwa
Resztę czasu spędziliśmy przeglądając niezbyt pokaźną kolekcję powieści. Harry przez cały czas trzymał rękę na moich plecach, kiedy spacerowaliśmy między półkami. Co jakiś czas Harry wyciągał jakąś, która wydawała mu się interesująca i czytał mi streszczenie na głos. Zatracałam się w ochrypłym głosie, który brnął przez słowa, sprawiając, że brzmiały jeszcze cudowniej niż autor planował. Inni mogli się go bać, ale w azylu, jakim były regały pełne książek, gdzie skradał pocałunki i śmiał się cichutko rozmawiając o powieściach, nie mogłam czuć się z nim bezpieczniejsza i szczęśliwsza.
To był najszczęśliwszy moment, jakiego zaznałam i szczęśliwszego jeszcze przez jakiś czas nie będzie mi dane zaznać.
NASTĘPNEGO DNIA
HARRY'S POV
Po śmierci Emily, chociaż brzmiało to dramaturgicznie i ckliwie nie sądziłem, że kiedykolwiek znowu się zakocham. Ale byłem, całkowicie kurwa zakochany w Rose. Nie mogłem się powstrzymać od całowania jej po twarzy i wsłuchiwania się w chichot, który wydobywał się z jej ust.
Dowodziło to temu, że można próbować, że są drugie szansy i że są sposoby, by naprawić coś, czego rzekomo nie można. Jeśli osiągniesz coś raz, dlaczego by nie zrobić tego ponownie? Jest wiele rzeczy, które jeszcze możesz zrobić dobrze.
Ale uciekanie ze szpitala psychiatrycznego nie było jedną z tych rzeczy. W przeciwieństwie do mojej niezaprzeczalnej miłości, tutaj nie będzie drugich szans. Musimy mieć plan, i musimy szybko wcielić go w życie, albo porządnie albo wcale. Bo ucieczka to nie było coś, co moglibyśmy sobie powtórzyć. Gdyby nas przyłapali już nigdy nie pozwoliliby nam opuścić naszych cel. Nie dostawalibyśmy już tego cennego czasu w nowo odkrytej bibliotece. Nie ufaliby nam nawet na tyle, by pozwolić nam jeść z tym, z kim chcemy, a karmiliby nas przez drzwi jak psy. No i gdyby pani Hellman wiedziała że próbujemy uciec, kto wie, co by nam przyszykowała.
Nie mogłem powiedzieć o tym nikomu poza ludźmi, którym wierzyłem całym sercem. I z jakiegoś powodu, Lori była jedną z tych osób.
- Wszystko wygląda dobrze - powiedziała do mnie podczas jednego z moich comiesięcznych badań kontrolnych. Nie powiedziałam nawet słowa na temat ucieczki przez całą wizytę, ponieważ nowa pielęgniarka Grace, była w pobliżu.
- Dzięki - powiedziałem. Grace nadal stała obok niej - Ale, um, zanim pójdę.... możemy porozmawiać? - zapytałem
Lori skinęła głową siedząc kilka metrów dalej w krześle przy łóżku, na którym siedziałem.
- Oczywiście.
- Na osobności?- spytałem, a Grace spojrzała na Lori. Lori skinęła głową, po czym Grace opuściła pokój.
Pierwszą rzeczą, którą zrobiłem to stwierdzenie oczywistego.
- Rose i ja musimy uciec.
- Wiem. - Lori przytaknęła. a ja byłem zaskoczony
- Jak to wiesz? - zapytałem.
- Wiem, że oboje tutaj nie pasujecie - powiedziała - Jestem stara, nie ślepa. Widzę jasno, jak słońce że Rose jest zdrowa psychicznie. A ty jesteś gdzieś pomiędzy, ale coś pomiędzy też nie pasuje do takiego miejsca jak Wickendale.
- Więc nam pomożesz? - zapytałem zniecierpliwiony. Nie mogłem odrzucić żadnej propozycji pomocy, od kogokolwiek.
Lori tylko skinęła głową.
- Dobrze - odpowiedziałem - Więc sprawa wygląda tak. Kelsey pracuje na tym, aby zdobyć dla nas mapę. Ale potrzebujemy więcej niż tylko trasę ucieczki, potrzebujemy czegoś, by odwrócić uwagę ochrony. Potrzebujemy sposobu, by wydostać się z naszych cel do wyjścia.
- Mogę to zrobić - powiedziała - To znaczy, nie mogę was wyciągnąć z cel, ale mogę wywołać jakieś zamieszanie.
- Jak? - zapytałem
- Kiedy kilka miesięcy temu wyłączyli prąd, był tu komplety chaos. Wszyscy byli wszędzie, i nikt nic nie widział. Z łatwością dostałeś się do piwnicy i nikt cię nie zauważył.
Skinąłem głową, próbując zrozumieć, do czego zmierza.
- Więc odetniesz prąd, kiedy będziemy uciekać? - zapytałem
- Jeśli to pomoże?
- Tak, to by pomogło. Nadal mamy pełno rzeczy, które musimy zaplanować, ale jeśli wyłączysz prąd, kiedy będziemy tego potrzebować to na pewno pomoże. - Dziękuję Lori - odparłem
Rose i ja musieliśmy stąd uciec. Dodałem Lori do mojej niewidzialnej listy wartych zaufania aliantów, którzy nas w tym wesprą. Widziałem zmęczenie w jej oczach. Znała Wickendale, pracowała tutaj zbyt długo, by nie wiedzieć. I była już tym zmęczona.
Więc pomaganie Rose i mi będzie jej wkładem. Jeśli chcemy uciec, musimy mieć więcej zmyłek, trasę i pomysły, by uciec bezpiecznie. Nie jesteśmy w stanie tego po prostu zrobić w ciągu nocy. Ale pojawiła się wizja wyłączenia prądu, Kelsey pracuje nad zdobyciem mapy, no i sojusznicy, których mamy to póki co dobry początek.
Ten pomysł wprawił mnie w dobry humor. Wyprowadzili mnie z biura i zaprowadzili na stołówkę. Zobaczyłem Rose i Mikayle siedzące naprzeciwko siebie przy stole, przy którym zazwyczaj siedzimy. Wybrałem miejsce obok Rose, rzecz jasna, i położyłem dłoń na jej udzie, gdy usiadłem.
- Hej kochanie - powiedziałem i pocałowałem ją w policzek
- Hej - odpowiedziała z uśmiechem zapierającym dech w piersiach. Byliśmy gotowi, by rozmawiać o książkach i o tym, że "Wielki Gatsby" było zdecydowanie lepszey od "Zagubionego Horyzontu".
Ale zanim cokolwiek powiedziałem, oboje zauważyliśmy zmartwienie na twarzy Mikayli.
- Coś nie tak? - Rose zapytała. Zanim odpowiedziała, dziewczyna rozejrzała się szybko po pokoju i z powrotem zwróciła się do nas.
- Gdzie jest Jane? - zapytała zmartwiona - Nie było jej tutaj też wczoraj.
- Nie wiem, może jest przeziębiona czy coś - powiedziałem.
- Nie, raczej nie - zaprzeczyła.
- Kiedy ją widziałaś ostatni raz? - Rose zapytała.
Mikayla zaczęła nieco szybciej oddychać.
- Jest taki ochroniarz, nazywa się Thomas, chyba - zaczęła.
- Zabrał ją do jakiegoś pokoju zabiegowego, czy coś w tym stylu. Widziałam to, gdy przechodziłam. Pomyślałam, że to nic wielkiego. Ale było w tym coś dziwnego. No i nie widziałam jej od tego czasu.
Oczy Harry'ego wypełniły się przerażeniem, a moje strachem. To zdarzenie było bardzo znajome. To samo przydarzyło się Cynthii Porter. Zabrali ja na zabieg, a potem nigdy nikt jej nie widział. I jeśli przytrafił im się ten sam los, Harry i ja oboje byliśmy świadomi, że ta wiadomość zniszczy nasze krótkotrwałe szczęście.
Jane nie żyła.
______________________
Pozdrowienia z Włoch, kochani!;* ~Magda
#throwbacktime z tą rose kujonką, co? :') chyba najbardziej zapamiętany przez nas moment, fajnie, że powraca, co nie? :)
WAŻNE OGŁOSZENIE PARAFIALNE:
długa notka, ale to chyba dobrze, że mam wam coś do powiedzenia i podzielenia się z wami czymś, hm? porobiłam punkty, gdybyście nie mieli ochoty czytać wszystkiego hahah wiem dziwnie to wygląda.
poza tym do zobaczenia w złotych na where we are movie ♥ can't wait!!!!! ~natalia :)x
- RYSKUNKI/ZDJĘCIA DO ZAKŁADKI - w ramach przypomnienia chcę wam tylko powiedzieć, że aby wasza praca znalazła się w zakładce po prawej stronie musicie wysłać ją DO MNIE, a nie tylko oznaczyć w tagu #PsychoticPL na twitterze. rozumiecie, że minęło wiele czasu i dużo prac przypłynęło, ciężko mi już to wszystko kontrolować, a chcę was jakoś docenić za poświęcanie czasu... nam. rose. harry'emu. ogólnie mówiąc psychotic. za co oczywiście dziękuję niezmiernie!
- PODZIĘKOWANIA - pragnę też dać wielki SHOUTOUT @cliffordeffect, która pomogła mi tłumaczyć ten rozdział! wina leży rzecz jasna po mojej stronie, bo źle rozplanowałam czas i wbrew mojemu "grafikowi" przez spotkania z przyjaciółmi nie zostało wystarczająco (czasu ORAZ siły) na tłumaczenie! tutaj wkracza wybawczyni joanna. wielkie dzięki za taką pomoc, nie dałabym rady, naprawdę...
- DON'T PUSH - wydawałoby się, że kupa czasu dzieli update'y (what do i write it), ale nie ma to jak zostawiać na ostatnią chwilę! proszę, nie obwiniajcie nas, że nie dodajemy częściej rozdziałów, ale tłumaczenie to hobby. bardzo się w nie angażujemy, ale nie jesteśmy tu zatrudnione, opłacane czy coś i robimy to z własnej woli. także jako hobby traktujemy to lżej. wakacje to czas odpoczynku, relaksu, nadrobienia straconego czasu w szkole i przy komputerze. wiem, że dla was dużo znaczą takie historyjki, bo inna nie jestem, ale znajcie umiar i granice, a niech wszystko przychodzi wam w tej kwestii ze spokojem, gdyż czasem czuję, że jest wywierana na nas jakkolwiek okazywana presja.
długa notka, ale to chyba dobrze, że mam wam coś do powiedzenia i podzielenia się z wami czymś, hm? porobiłam punkty, gdybyście nie mieli ochoty czytać wszystkiego hahah wiem dziwnie to wygląda.
poza tym do zobaczenia w złotych na where we are movie ♥ can't wait!!!!! ~natalia :)x