środa, 8 października 2014

Rozdział 45

(DUŻO INFO W NOTCE)

ROSE'S POV


Widziałam tylko ciemność. W ciasnej komórce nie było światła. Tylko ciemność. Otaczała mnie ze wszystkich stron, okrywając mnie jak gruby koc w upalną, letnią noc. Strasznie pragnęłam zedrzeć ją z siebie i zaczerpnąć świeżego powietrza, wydostać się z dusznego pomieszczenia i poszukać Harry'ego. Ale nie mogłam, bo nie miałam pojęcia gdzie mógł teraz być. Lepiej było siedzieć tutaj i czekać na niego, zamiast dać się złapać i zrujnować wszystko.

Więc stałam i czekałam. Wydawało się, że minęły godziny od momentu, gdy wzięłam pistolet od nieprzytomnego strażnika i wbiegłam do tego cholernego miejsca. Od tamtego czasu stałam w ciemnym rogu za mopami, miotłami, koszami i czekałam w duszącej ciemności.

Nie byłam pewna, czy z Harrym wszystko w porządku, słyszałam tylko jak strażnicy przyszli i przeciągnęli go obok drzwi. Nie wiedziałam gdzie teraz był, ani jak po mnie wróci. I jak się czułam na myśl, że kogoś przed chwilą zabił.

Ale wiedziałam, że mu ufałam. Obiecał mi, że uciekniemy i miałam nadzieję, że dotrzyma słowa. Nigdy nie spotkałam kogoś z taką pasją i determinacją, tak inteligentnego jak on.

Jednak nadal się martwiłam i wątpliwości przyćmiewały mój optymizm. Podskakiwałam na każdy, choćby drobny szmer, zaczynałam jeszcze bardziej drżeć i wzbudzało to we mnie coraz większe obawy. Moje dłonie były mokre i było mi niedobrze. Każdy szmer był zbliżającą się śmiercią, z każdym krokiem pojawiała się przed moimi oczami wizja, jakie kary są za takie występki przewidywane. Serce chciało dosłownie wyskoczyć mi z piersi w takich chwilach. Gdyby ktoś mnie znalazł równało by się to z powrotem do celi po strasznych karach pani Hellman. I utknęlibyśmy tutaj. Kelsey i Lori straciłyby swoje posady. To byłaby kompletna katastrofa.

Obrazy Harryego pod batem lub trzęsącego się od przeszywającego jego ciało prądu elektrycznego krążyły po mojej głowie bez przerwy razem z pytaniami: Czy wszystko w porządku? Czy jest bezpieczny? Kto z nim jest? Co mu robią? Jak do mnie dotrze? Co jeśli nie?

Marzyłam, żeby pojawił się tutaj, moglibyśmy stąd daleko uciec i mój wariujący umysł mógł odpocząć. Czekałam i czekałam, co wydawało się być wiecznością, ale nic się nie działo. Pomieszczenie było nadal puste z wyjątkiem mojego pełnego niepewności oddechu.
Nareszcie usłyszałam jak rusza się klamka. Wstrzymałam oddech, modląc się żeby to był Harry.

Drzwi się otworzyły Wystarczył jeden moment, aby wszedł (oby Harry) do środka.
Już miałam powiedzieć jego imię z ulgą. Jest tutaj. Jest bezpieczny.
Ale powstrzymałam się sekundę zanim zdążyłam to zrobić. Ponieważ ta osoba, której sylwetka ukazała mi się na ułamek sekundy w przyćmionym czerwonym świetle nie była nim. Moje serce stanęło w miejscu. Wszystko co mogłam zobaczyć to, że ta osoba miała większą posturę, bardziej krzepką. Nie było też śladu loków.

Wstrzymałam oddech i wcisnęłam się jeszcze bardziej w kąt, przyciskając pistolet do piersi jeszcze mocniej. Nieznajomy wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi. O nie. O cholera.
Moje serce biło jak szalone w ciasnej przestrzeni komórki. Byłam pewna, że musiał to słyszeć. Byłam pewna, że był to pacjent szpitala. Ktoś, kto musiał uciec strażnikom tak, jak ja. Nie wiedziałam z jakiego był oddziału i jak bardzo był niebezpieczny.

Ciemność powróciła, kiedy drzwi się zamknęły. Ale tym razem nie byłam sama.
Nie zdążył mnie jeszcze zauważyć. Wszystko co przechodziło przez moją głowę to przekleństwa, których użyłby Harry. Nie było nic co mogłabym zrobić, tylko trzymać buzię na kłódkę i mieć nadzieję, że sobie pójdzie. Słyszałam, jak oddychał ciężko, jakby biegał. Byłam wdzięczna za to, że dzięki temu hałasowi nie słyszał mnie. A gdyby usłyszał, poczuł lub zauważył, że była tu dziewczyna, może by mnie nie skrzywdził. Może chciał tylko uciec i schował się tu na kilka minut.

Chwilę później ucichł, nieznajoma osoba stała tylko 1,5 metra ode mnie. Jego oddech zwolnił. Moje serce biło jak oszalałe, starałam się ze wszystkich sił nie panikować i tłumić dźwięk mojego głośnego oddechu. Modliłam się, żeby mnie nie zauważył.
Nagle poczułam, że się porusza. Nie w sensie fizycznym, ale jakby w powietrzu. Zmiana w napiętej atmosferze, przebłysk w ciemności. Wstrzymałam oddech.

To było coś małego, coś czego nie usłyszałam. Jakiś drobny ruch, jakby poruszenie głową czy podniesienie ręki. Moje ciało zaczęło się trząść ze strachu, zamknęłam oczy i wstrzymałam oddech.
W grobowej ciszy usłyszałam otarcie skóry o ubranie. Tym razem zdecydowanie odwrócił głowę. Byłam pewna, że stoimy twarzą w twarz. Wiedział, że tu jestem.

Powiedział zachrypniętym szeptem, który sprawiał, że ciarki pojawiły się na moim ciele.

- Słyszę, jak oddychasz.


HARRY'S POV

Moje powieki unosiły się co chwilę, ale wszystko było zamazane. Walczyłem z samym sobą o przebudzenie, coś bardzo ważnego próbowało wedrzeć się do mojej głowy. Przez cały czas powracałem do stanu nieprzytomności. Dryfowałem między rzeczywistością, z małego, przypominającym biuro pokoju, z powrotem do snów o Rose, śmiechu i słonecznych plażach. W moich snach Rose nosiła biały strój kąpielowy, dopiero co wchodzące do mody dwuczęściowe. Jej długie czarne włosy powiewały za nią kiedy biegała po białym piasku, śmiejąc się gdy ją goniłem. Czułem się wolny, tylko my dwoje, biegając po wybrzeżu. I wtedy wróciłem do czerwonego pokoju, niewygodnego krzesła i rąk za moimi plecami.

Znowu wszystko się zamazało i jedliśmy lody, trzymając się za ręce, idąc pod błękitnym niebem.
Znowu rzeczywistość. W tam i z powrotem z nieświadomości do rzeczywistości, mój umysł starał się walczyć z lekami, które mi podali. Zdecydowanie bardziej wolałbym zostać w moich snach, ale musiałem sobie powtarzać, że jej tam tak naprawdę nie ma. Była gdzieś poza tym pokojem czekając i licząc na mnie, że po nią przyjdę. Zwalczyłem otumanienie i leki uspokajające powoli przestawały działać. Wszystko jeszcze nie było jasne i moja głowa wydawała się ciężka, ale byłem świadomy.

Ściany zaczęły się robić coraz bardziej wyraźne. Były pomalowane na ciemny bordowy kolor. Z całej siły spróbowałem się skupić i pozbyć zamglenia umysłu, wtedy zobaczyłem stare biurko na przeciwko mnie z leżącym na blacie batem. Kilka stolików i krzeseł było ustawionych pod ścianą. Jeden stał koło miejsca, gdzie siedziałem, a na nim mała lampka. Wyglądało to jak pokój do przesłuchań. Chciałem wstać ale nie mogłem. Moje ręce powstrzymywały mnie, bo były za mną przywiązane do krzesła. Nie czułem zimnego metalu kajdanek, tylko coś bardziej szorstkiego, giętkiego. Lina.
Gdzie ja do diabła byłem?!
Byłem sam w pomieszczeniu. Nie wiedziałem kto mnie tu przyniósł ani dlaczego, ani co chcieli mi zrobić. Wiedziałem mimo wszystko, że nie ważne jak, ale wydostanę się z tych przeklętych lin i znajdę Rose. Była pewnie potwornie przerażona, sama w ciemniej komórce. Jeśli cokolwiek by się stało to wszystko byłaby moja wina, bo nie było mnie przy niej.

Zniknęła z mojej głowy, kiedy usłyszałem kliknięcie otwieranych drzwi. Nie mogłem kurwa  ukryć mojego podekscytowania kiedy w drzwiach ukazała się pani Hellman i ten jej drwiący uśmieszek.

- Czyżbyśmy próbowali nawiać, Harry?- Zapytała kiedy zamknęła drzwi za sobą. -Ty i Rose myśleliście, że możecie sobie od tak uciec?

Nie odpowiedziałem. Nie miałem zielonego pojęcia, co chciała zrobić, ale na pewno się nie dam.

- Chyba wam się nie wydawało, że wystarczy tylko jakiś stary mundur strażnika i odcięcie prądu abyście się stąd wydostali.

Siedziałem tam z twarzą bez wyrazu tłumiąc uśmiech. Szkoda, że nie wiedziała, że był to mudur jej nieżyjącego syna. Chciałem jej to powiedzieć, a raczej wykrzyczeć w jej pomarszczoną twarz. Ale ugryzłem się w język, aby się powstrzymać. Ujawnienie tej informacji mogłoby mi bardziej zaszkodzić niż pomóc.

- Wygląda na to, że jednego z was brakuje. Nie mogę sobie wyobrazić, że byś ją zostawił. Więc, powiedz mi Harry, gdzie jest Rose?

-Pierdol się.

Zaśmiała się na moją odpowiedź, kiwając głową. Położyła dłoń na oparciu krzesła, była kilka centymetrów nade mną, kiedy się przybliżyła. I wtedy jej dłoń zetknęła się z moim policzkiem. Mocno.

Jej zachowanie zdezorientowało mnie. Czy ona właśnie mnie uderzyła?
Jaka matka taki syn.

- Mów, gdzie ona jest!- zażądała odpowiedzi jakby nic się nie stało, jakby mój policzek wcale nie był czerwony i piekący. Strasznie mnie wkurwiała ta jej arogancka postawa, więc splunąłem jej w twarz.

Natychmiast się ode mnie odsunęła, wycierając twarz z obrzydzeniem. Kiedy nie patrzyła przez chwilę zacząłem mocno szarpać rękami. Zacisnąłem zęby i moje dłonie napięły się z wysiłku od próby wydostania się. Ciągnąłem z całej siły, jak tylko mogłem. Nic.

Oboje patrzyliśmy na siebie z nienawiścią, wkurzeni za zachowanie drugiego.

-Muszę ci powiedzieć, Harry - zaczęła mówić wypluwając słowa jak jad - W końcu ją znajdziemy. Wszyscy strażnicy przeszukują każdy centymetr budynku w poszukiwaniu pacjentów. Jeśli mi pomożesz i powiesz mi, gdzie ją mogę znaleźć, wszystko będzie dużo prostsze. Zabiorę was z powrotem do cel bez kary - Zrobiła przerwę jakby chciała dać mi czas do namysłu i podjęcia decyzji.

-Ale jeśli nie... będą bardzo ciężkie konsekwencje. Szczególnie dla niej.

- Nic ci  kurwa nie powiem. A nawet jeśli bym chciał, to i tak nie wiem, gdzie jest.

- Gówno prawda - powiedziała - A co powiesz na to? Jeśli mi nie powiesz przeniosę ją na oddział C. Już nigdy jej nie zobaczysz.- Za jej słowami krył się sadystyczny uśmieszek.

Normalnie wkurzyłbym się. Starałbym się uwolnić od lin, zacisnął szczękę i krzyczał groźby i przekleństwa. Ale byłem za bardzo oszołomiony i otumaniony lekami, które nadal działały. Dodatkowe krzyczenie nic by nie zmieniło. Tylko dało jej satysfakcję ze sprowokowania mnie.
W zamian spróbowałem innej taktyki. Oglądnąłem cały pokój dookoła, popatrzyłem na liny, spojrzałem na panią Hellman. Zauważyłem, że za drzwiami było cicho. Musieliśmy być gdzieś w oddali od reszty oddziału.

- Nikt nie wie, że tu jesteśmy, prawda?

- Co?- zapytała zaskoczona i poirytowana.

- Strażnicy, inni pracownicy. Wysłałaś ich do szukania pacjentów, którzy jak wiesz są zamknięci w celach. Dlatego możesz mnie teraz torturować, przesłuchiwać mnie bez wiedzy nikogo więcej.

- Nonsens- powiedziała zaprzeczając mojej teorii. Ale jej uśmieszek zniknął z twarzy. - To jest mój zakład i mogę robić co chcę z nim i jego pacjentami.

-Nie, nie możesz. Myślisz, że możesz pogrywać nami jak pionkami w swojej chorej grze, że mogą ci takie rzeczy ujść na sucho? Ale wiesz dobrze o tym, że ktokolwiek z pracowników by się dowiedział o wszystkich chorych rzeczach, które się dzieją w Wickendale, stracisz swoją pracę. Trzymasz mnie tutaj w sekrecie z dala od wszystkich. Chcesz mnie torturować daleko od oddziału, więc nadal możesz być szefem. Bez żadnych uskarżeń czy znęcania. Może to będzie działać, może będziesz mogła robić to, co chcesz, nikt się o niczym nie dowie. Ale nie możesz przenieść gdziekolwiek Rose, oboje o tym wiemy. Oczywiście możesz nas karać, ile tylko chcesz. Ale nie wciskaj mi kitu, że przeniesiesz Rose na inny oddział, ponieważ w kilka tygodni, czy miesięcy ludzie zauważą, że ona tam nie pasuje.

Pani Hellman zaśmiała się.

- Harry wydaje mi się, że zapomniałeś o innych opcjach.

- Takich jak...?- zapytałem się - Lobotomia*? Operacje mózgu? Pani Hellman, wydaje mi się, ze zapomina pani o Jane, która zniknęła w tamtym tygodniu. Jeśli zabijesz jedno z nas, jak myślisz, jak zareaguje prasa na zupełnie zdrowych pacjentów znikających jak kamfora w Wickendale?

Pani Hellman przełknęła ślinę, jej oczy nie opuszczały moich. Wiedziała, że miałem rację. Nie mogła nam nic zrobić teraz, kiedy każdy pracownik znał nasze twarze i imiona. Może byłaby w stanie zabrać Rose na operację za kilka miesięcy, ale nie teraz. Nie kiedy Jane zniknęła, nie kiedy było teraz to zamieszanie. Jednak wszystko, co nam mogła najgorszego zrobić, już uczyniła. Od izolatki po terapię prądem elektrycznym. Więc nie miałem nic do stracenia.

Jeśli była taka rzecz, która mogła skrzywdzić jedno z nas, ludzie to zauważą i pani Hellman o tym wiedziała. Ale 'Zobaczymy' było wszystkim co odpowiedziała zostając zupełnie spokojną

- Nie lekceważ mnie Harry.

Tym razem była moja kolej do zaśmiania się.

- Jeśli pozwolisz, muszę pójść i się upewnić, że strażnicy wykonują swoją pracę.- powiedziała.
Bardziej jak pójść sprawdzić, że pracownicy jej nie szukają przy okazji znajdując mnie tutaj zawiązanego.

Przed tym jak wyszła wzięła kawałek materiału z biurka. Stanęła za mną.

- Co ty do cholery robisz?- zapytałem. Nic nie mówiła. I zanim zauważyłem kawałek materiały był zawiązany na mojej głowie, zawiązany tak, że nie mogłem mówić ani wołać o pomoc. Co za pieprzona psychopatka.

- Zaraz wrócę.- powiedziała zanim wyszła. Brzmiało to jak groźba. Pani Hellman osiągnęła nowy poziom bycia złym. Co ona sobie myślała, ze kim jest? Nikt, nawet strażnik nie miał prawa żeby wiązać pacjentów i zawiązywać ich ust aby nie mogli mówić. To już nie była tylko nienawiść do mnie, tylko jakaś ohydna forma rewanżu za to, co zrobiłem jej synowi. Była to złośliwa kobieta ze złośliwymi planami. Oczywiście nie wiedziałem, co to były za plany i nie chciałem wiedzieć.

Obejrzałem się gorączkowo po pokoju w poszukiwaniu czegoś, czegokolwiek co by mi pomogło w wydostaniu się z tego przeklętego krzesła. Ciągnąłem i ciągnąłem z całej siły próbując jakoś uwolnić ręce z liny. Czułem ból w piersi i powiększającą się chrypę w gardle. Napiąłem całe ciało, wstrzymałem oddech, zacisnąłem zęby próbując rozerwać liny. Sznur wrzynał mi się w ręce, aż poczułem jak mała ilość krwi zaczęła powoli płynąć po moim lewym nadgarstku.
W ogóle nie zawracałem sobie tym głowy. Próbowałem pocierać to po powierzchni krzesła w górę i w dół. Nadal nic. Kurwa.

Musiało być jakieś wyjście, zawsze jest. Coś musi być.

Zapalniczka.

Tak, pieprzona zapalniczka. Schowałem ją do kieszeni zaraz przed opuszczeniem gabinetu Kelsey. Poczułem ciężar zapalniczki przy biodrze. Westchnąłem, że nadal tam była. W końcu trochę szczęścia.
Podniosłem się lekko, aby moje palce mogły dosięgnąć materiału munduru, by wyciągnąć zapalniczkę.

Moje ręce były wygięte pod bolesnym kątem tak samo, jak moje biodro, abym mógł dosięgnąć.
Lina wrzynała się niesamowicie boleśnie, ale bez przerwy przypominałem sobie Rose, co pomagało mi się wysilać się dalej.

Moje dłonie były prawie w mojej kieszeni i zacisnąłem zęby z bólu i wysiłku. Jeszcze tylko troszkę.
Byłem pewny, że nie mogłem się poruszyć ani o centymetr, ale jakimś sposobem udało mi się. Ból zniknął z powodu braku czucia w dłoniach. W końcu poczułem zimny metal pod moimi palcami. Uniosłem lekko biodro tak, że zapalniczka ześlizgnęła się do mojej dłoni.

Usiadłem na krzesło z ulgą, krzywiąc się na uczucie jakby tysiące igieł wbijało mi się w dłoń przez to, że krew w końcu mogła wpłynąć do ręki. Nie traciłem ani chwili i wykonałem przyziemną czynność jak zapalanie zapalniczki do celu całkiem nieprzyziemnego. Wygiąłem rękę, aby płomień mógł zapalić linę i pozwolić mi się uwolnić. Modliłem się do Boga, że sznur spali się zanim cokolwiek stanie się Rose.
ROSE'S POV

Całe moje ciało zdrętwiało. Strach był paraliżujący.. Słyszałam bicie serca w uszach kiedy skuliłam się w kącie. Wyszeptane słowa odtwarzały się w mojej głowie bez końca. 'Słyszę, jak oddychasz.'
Poruszył się bardzo powoli, prawie niesłyszalnie aby nie zakłócić ciszy. Mój oddech uwiązł w gardle. Bałam się wiele razy, ale nigdy tak bardzo jak teraz, nigdy z niebezpieczeństwem tak blisko, nigdy nie uwięziona w ciszy, bez możliwości jakiegokolwiek ruchu. Najgorsze było to, że nie mogłam nic zrobić. Gdybym pobiegła, Harry nie byłby w stanie mnie znaleźć. Gdybym wołała o pomoc, strażnicy mogliby mnie usłyszeć. Gdybym walczyła nie miałabym szansy.

Harry mógłby wywalczyć swoją drogę ucieczki, ale ja nie miałam jego siły. Więc stałam tam,  ze łzami spływającymi po policzkach jak tchórz. Tak, ściskałam w dłoni pistolet, ale miałam wątpliwości czy byłabym w stanie go użyć.

- Kto tu jest? - mężczyzna zapytał. Jego głos brzmiał gburowato i groźnie nawet w tych paru słowach. Brzmiał znajomo.

Szorstka dłoń dotknęła mojego ramienia, skrzywiłam się.

- Odpowiedz mi.

Ostro wypowiedziane słowa spowodowały, że odpowiedziałam.

- Rose - odpowiedziałam słabym głosem. Nie było sensu być cicho. Nie ważne kim był ten facet, pewnie już i tak się domyślił. Cokolwiek planował, moje imię nic nie zmieni.

Zaśmiał się. Dudniący śmiech, który już słyszałam. Ktoś kogo znałam miał taki sam śmiech. I wtedy mnie olśniło.

- Cześć, Rosie.

Norman. Oczywiście, to musiał być Norman.

- Tutaj? Taka całkiem sama? - drażnił się.- Gdzie jest Harry? Gdzie jest twój rycerz w lśniącej zbroi?

Przełknęłam ślinę. Przybliżył się, że aż czułam jego paskudny oddech.

- Mówiłem ci, że będę cię miał samą, z dala od niego.

Teraz go poczułam, nie na mojej skórze, ale zrobiło mi się ciepło od jego ciała.

- W końcu mam cię tam, gdzie chciałem.- powiedział.  Żądza wpleciona w jego słowa spowodowała gęsią skórę.

- Nareszcie mogę robić to co chcę i nikt mi nie przeszkodzi - Jego zimne palce dotknęły mojej szyi, aż podskoczyłam. Uderzyłam jego dłoń, aby przestał niestety to nie pomogło, a nawet spowodowało, że przesunął ją na mój obojczyk.

- Norman, odczep się ode mnie.- zażądałam głosem, który był mniej pewny siebie niż chciałam. On się tylko zaśmiał.

Wtedy postanowiłam, że mam dość i jestem zmęczona, tym co robił i tym co musiałam przez niego przejść i innych traktujących mnie jak zabawkę. Pani Hellman, James, a teraz Norman. Wszyscy myśleli, że mogą robić co chcą z małą, słabą Rose. Odchrząknęłam. Teraz kiedy miałam cel, ucieczkę, z nowo znalezioną siłą powiedziałam jeszcze raz:

- Norman, zostaw mnie do cholery, albo cię zastrzelę.

- Co? - zdziwienie było słyszalne w jego głosie. Jego dłoń nadał spoczywała na moim ciele, podciągając lekko koniec mojego ubrania. Ponownie uderzyłam go jedną ręką, bo w drugiej trzymałam ciężki pistolet.

- Ja kurwa nie żartuję, Norman. Nacisnę spust.

- Hola, hola - zaśmiał się kpiąco. - Nie wydaje mi się, że zrobiłabyś coś takiego, prawda? Dopiero zaczynamy zabawę.

Jego dłoń kontynuowała na oślep dotykanie mojego ciała. Łzy spływały szybko po mojej twarzy.

- Norman, przysięgam!- krzyknęłam. Przycisnęłam lufę do jego klatki piersiowej, ale on się nawet tym nie przejął. Naprawdę nie chciałam naciskać spustu, ale kiedy jego jedna dłoń przesunęła się na moją pierś, a druga w dół mojego brzucha, nie byłam pewna, czy wytrzymam jeszcze dłużej. - Zrobię to kurwa!- ostrzegłam i zacisnęłam powieki. Moje palce oplotły się wokół spustu. Wszystko co wykrzyknął w odpowiedzi to 'Zamknij się!'.

Naprawdę nie chciałam go zabijać. Nigdy tego nie pragnęłam, ale on nie przestawał mnie dotykać, mocno ściskać i nie przejmował się tym, że usiłowałam go odepchnąć. Byłam winna Harryemu znalezienia go i ucieknięcia.  I taka trywialna przeszkoda jak Norman nie mogła mi stanąć na przeszkodzie.

Nie byłam mordercą i zabijanie go nie byłą rzeczą, którą bym była w stanie zrobić. Ale musiałam się wydostać. Dlatego odsunęłam się, zamknęłam oczy, wycelowałam niżej i w końcu nacisnęłam spust.

Odskoczyłam do tyłu, w uszach słyszałam dźwięk wystrzału mieszającego się z wrzaskami. Facet przede mną upadł do tyłu na ziemię krzycząc coś, co przypominało 'Kurwa! Moje kolano!'.

Ale nie byłam pewna przez dzwonienie w uszach. Napędzona adrenaliną, przerażona i zaskoczona, że naprawdę udało mi się kogoś postrzelić, podniosłam torby i wybiegłam z pomieszczenia. Zimne powietrze wydawało się być wspaniałe dla mojej gorącej skóry. Strażnicy mogli przybiec w każdej sekundzie po huku wystrzału,  dlatego nie mogłam stracić ani chwili na zatrzymanie się i cieszenie z tego. Nie miałam też czasu na ociąganie i myślenie o tym co właśnie zrobiłam.

Dlatego pobiegłam z dwoma torbami w rękach, dzwonieniem w uszach, aby oddalić się od mężczyzny, którego właśnie postrzeliłam.

HARRY'S POV

Mogłem się cieszyć z braku pani Hellman przez jakieś 10 minut. Przez ten czas liny zdążyły spłonąć i zostało nic tylko pustka, która łączyła moje dłonie. Czułem jak napięcie ucieka z moich nadgarstków, kiedy w końcu z ulgą je rozdzieliłem. Z uśmiechem na twarzy, którego nie mogłem powstrzymać, wstałem z krzesła. Kosztowało mnie to trochę krwi i cierpliwości, ale w końcu byłem uwolniony z lin.

Już miałem ściągnąć materiał z moich ust, kiedy się powstrzymałem. Najpierw musiałem sprawdzić drzwi. Nacisnąłem klamkę i wtedy moje obawy się spełniły. Drzwi były zamknięte.

Nagle gdzieś z oddali usłyszałem wystrzał. Ogłuszający odgłos przerwał ciszę panującą na korytarzach. Moje oczy rozszerzyły się w obawie i strachu. To nie może być...

Zanim skończyłem tę straszną myśl, znowu usłyszałem dźwięki otwieranych drzwi. Wróciła. Podbiegłem na moje miejsce i dałem ręce za moje plecy.

Weszła do pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi i kładąc klucz na biurku. Uśmiechnęła na swoje błędne wierzenie w to, że byłem związany.

- No więc Harry,  - zaczęła - gdzie skończyliśmy?

Odwróciła się do mnie i popatrzyłem prosto w te zimne oczy, których miałem nadzieję nigdy więcej nie zobaczyć. Nie mogłem odpowiedzieć, oboje to wiedzieliśmy, ale zapytała tylko po to aby zrobić ze mnie głupka dla jej własnej przyjemności.

- Ah, tak. Mówiłeś mi o tym jak to nie ma niczego, co bym mogła zrobić tobie i twojej małej dziewczynie. Ale nie wiem co ci pozwoliło tak myśleć. Właściwie to już ją złapaliśmy i już została ukarana.

Wystrzał.

Zamarłem.

- Kłamiesz.- starałem się powiedzieć przez materiał.

- Wcale nie.- pani Hellman potrząsnęła głową i uśmiechnęła się z satysfakcja. Co za pieprzona suka.- Mamy ją kilka pokoi niżej.

- Nie.- powiedziałem. Podeszła bliżej w tym swoim protekcjonalnym stylu jak lew, który obserwuje swoją ofiarę.

- Tak, Harry. Ponieważ nie chciałeś powiedzieć mi tego, co chciałam wiedzieć. Robią jej to co mieli zrobić tobie.

Było coś w jej słowach, coś czego nie mogłem wskazać, coś innego w jej zwyczajnej pewności siebie. Kłamała, musiała.

Musiałem znaleźć Rose, musiałem to zrobić w tym momencie, aby upewnić się, że jest bezpieczna. Nigdy bym nie uciekł bez niej. Jeśli to co mówiła pani Hellman było prawdą, musiałem teraz ją znaleźć. Teraz.

Dlatego skoczyłem z mojego krzesła w jednym płynnym ruchu i kopnąłem je do tyłu. Zaskoczona i przestraszona mina pani Hellman była bezcenna, ale nie miałem czasu, aby się zatrzymać i tym nacieszyć.

Pobiegłbym, ale ona podążałaby za mną, próbowała mnie zatrzymać lub zawołać strażników, jeśli czegoś bym nie zrobił. Szybko, myśl szybko.

Zacisnąłem pięść i jak jej syna kilka godzin wcześniej uderzyłem w szczękę. Nie byłem z tego dumny. Bicie starszej kobiety od tak, ale nie była to jakaś słodka staruszka. W środku była diabłem z piekła rodem. I znalezienie Rose było jedyną rzeczą zaprzątającą moje  myśli, nie miałem czasu na dobre maniery.

Pobiegłem do drzwi i otworzyłem je, wkraczając w ciemność Wickendale, bez patrzenia za siebie. Nie wiem jak Lori udało się zatrzymać kogoś przed włączeniem znowu świateł, ale robiła świetną robotę. Jedynie złowieszczy czerwony kolor oświetlał budynek.

Wystrzał był gdzieś niedaleko, kilka korytarzy dalej na lewo. Popatrzyłem w obie strony i pobiegłem najszybciej jak tylko potrafiłem. Przed tym jak pani Hellman w ogóle mogła zareagować. Minąłem nieświadomego strażnika, dziesiątki drzwi. Biegłem przez przerażającą ciemność cichych korytarzy.  To było jak koszmar. Wiatr w moich włosach, moja szybkość zwiększająca się coraz bardziej, aż wydawało mi się, że gnałem z prędkością światła. Ale tym razem nie była to adrenalina. Tym razem było to przyprawiające o nudności oczekiwanie, strach i niespokojny przypływ energii, dzięki któremu biegłem co raz szybciej i szybciej.

Ta cała ucieczka testowała moje granice, ale ten moment przewyższał wszystko. Moje serce jeszcze nigdy tak nie dudniło w piersi, a mój oddech nie był tak ciężki. Ale ten strach, który odczuwałem, jeszcze nie osiągnął swych limitów.

Otoczenie stawało się znajome. Ale to tylko spowodowało jeszcze większą panikę. Tutaj, w tym miejscu strażnicy nas zauważyli.

Szybciej.

Tutaj zostałem pokonany przez środki usypiające, których efekty już dawno ustały. Usłyszałem za sobą odgłosy strażników, biegnących do miejsca wystrzału. Ale ja nadal biegłem jeszcze szybciej.

I wtedy znalazłem się tam. To pomieszczenie, w którym kazałem Rose się schować. Było przede mną tak, jak je zostawiłem. Z wyjątkiem, że drzwi były otwarte i nie było jej tam. Na jej miejscu stał Norman trzymający się za kolano. Ze wszystkich rzeczy to było ostatnim, czego spodziewałem się zobaczyć.

- Norman - powiedziałem. Mój głos był głęboki i ochrypły. - Gdzie kurwa jest Rose? Co się stało?

- Ta dziwka strzeliła mi w kolano, to się stało! - krzyknął z bólu i złości. Rose postrzeliła Normana?

Moja dziewczyna.

Pogratuluję jej później, ale najpierw muszę ją znaleźć.

- Gdzie poszła? - zapytałem.

- A skąd do diabła mam wiedzieć?

- W którą cholerną stronę pobiegła? - moja cierpliwość i czas się kończyły.

- Cholera - skrzywił się z bólu nadal trzymając za krwawiące miejsce.- Tamtędy.- Jego głos był ledwo słyszalny, ale dobrze widziałem jego dłoń. Pokazywała w jego lewo. Moje prawo. Zacząłem biec w tamtym kierunku w dół ciemnego, cichego korytarza. I wtedy mnie olśniło Norman nigdy nie podzieliłby się taką informacją tak łatwo, szczególnie po tym jak został postrzelony. Nie z taką ilością gniewu jaką miał w sobie do Rose i mnie. I nie miałem zamiaru wpadać w tę pułapkę.

Dlatego wystartowałem w przeciwną stronę niż. I jeśli był Bóg w niebie, modliłem się do niego, żebym biegł w dobrą stronę.

                                                                                                                                   
Cześć wszystkim! Tu XYZ. Pewnie jesteście bardzo ciekawi kim jestem. Mam na imię Ania (dlatego podpisuję się XYZ bo Ania brzmi strasznie i zawsze będę się podpisywać XYZ), mam 17 lat. Chodzę do 2 klasy LO do klasy mat-geo-ang xd chodzę z Magdą do szkoły, a poznałyśmy się przez twittera :) Chyba tyle z takich podstawowych informacji. Ale to nie koniec :D
Jestem directionerką (jak ja dawno tak nie mówiłam) od ponad 2,5 roku. Nadal fangirluję i słucham chłopców. Bardzo lubię czytać fanfiki (czytam ich 3842885593).jakby to kogoś interesowało to jestem na bieżąco z Psychoticem (jak kto woli Chaoticem).
Mam nadzieję, że będą wam się podobały moje tłumaczenia i nie będę miała (choć w to wątpię) dużo nauki. Trzymajcie kciuki :) Aha zapomniałabym znajdziecie mnie na twitterze @ann_ladybird i jeśli ktoś chce to na insta @annemrb i oglądać moje fotki xd. Żeby nie przedłużać to tyle. :*

Przepraszam was kochani za to opóźnienie, ale ze względu na nową tłumaczkę, miałyśmy pewne problemy techniczne, a ze względu na ogrom nauki i chorobę, która mnie właśnie bierze, nie miałam siły się z tym uporać. Błagam, wybaczcie, mam nadzieję, że teraz jak jest nas dwie, to wszystko się usprawni.
Witamy Anię:) jak podoba wam się jej tłumaczenie? Póki co z Natalią zdecydowałyśmy się ją zostawić i zobaczyć jak sb bd radzić.
Next - jest w końcu Psychotic na wattpadzie!
Iii uwaga uwaga, postanawiam, że do zakończenia rozdziały będą pojawiać się między poniedziałkiem a środą. Poniedziałek jest dla mnie najgorszym dniem na wrzucanie rozdziału, ze względu na nowy plan lekcji, więc żebyście się po prostu nie rozczarowywali, kiedy rozdział będzie nieco później. ~Magda

88 komentarzy:

  1. Omg cjdjjwnsbchcjsl *.* (pierwsza?)

    OdpowiedzUsuń
  2. O Jezu... boję się... Harry musi ją znaleźć!!!! Opłacało się tyle czekać na tak świetny rozdział! ♥♥♥ omg... (Unicooorn2307)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tobą,rozdział jest po orostu genialny *.*

      Usuń
  3. Rozdział megaaa jak zawsze ! :*
    Mama nadzieje ze Harry ją znajdzie xd

    OdpowiedzUsuń
  4. Boze te emocje.!!! On ja znajdzie on ja musi znalezc no..!! I sb beda razem zyc.xd
    Milo ze tlumaczysz i to przeciez zrozumiale ze masz nauke.;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale zajebisty, świetny. Najlepszy,Rose ma cela xd już nie wytrzymam do następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. W końcu! Nie mogłam się doczekać! Rozdział świetny. Ech, ja chcę next...
    JK

    OdpowiedzUsuń
  7. Jfjdjjdffjhijffjjdjgjfjd

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  9. Rozdział jest boski :D A tak wgl to Witaj Aniu!!!! :*
    Jak ju z napisałam rozdział jest boski i wgl. Już się nie mogę doczekać następnego rozdziału. Zżera mnie tak ciekawość czy Harry znajdzie Rose i czy ich złapią xD Rose postrzeliła Normana xD dobrze mu tak, a Harry jaki dumny :D
    Powodzenia w szkole :D
    Czekam na next ^^
    @Shoniaczek

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Norman: "postrzelila mnie w kolano"
    Harry: "moja dziewczyna"
    Hahahahahaha nie wyrabiam
    Dobrze hellmanowej. Z naszym hazzą sie nie zadziera "szkoda ze ona nie wie ze ten unfiorm jest jej syna" hahahaha jsiwbspqgdjwgsiwgdiw dzięki za tłumaczenie <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Jest super, ale mam lzy w oczach. Oni muszą uciec razem! Musi byc happy and!
    :'0

    OdpowiedzUsuń
  13. O kórwa ! :O Dalej Harold ! Musisz znaleść Rose!!!

    OdpowiedzUsuń
  14. NAWET NIE WIEM CO NAPISAĆ. TEN ROZDZIAŁ JEST TAKI ASDFGHJK. OPŁACAŁO SIĘ CZEKAĆ TYLE NA ROZDZIAŁ ♥

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie wytrzmam, nie wytrzymam! Xdxdxd

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  17. jeju asdfghh co dalej ?. ♥♡

    OdpowiedzUsuń
  18. Moja dziewczyna :D
    Jedwabisty <3 Dziękuje że to dla nas przetłumaczyłaś, Koocham cie Aniu :* ;D

    OdpowiedzUsuń
  19. rozdział genialny i skończony w takim momencie D: dziękuję za tłumaczenie ♥

    OdpowiedzUsuń
  20. witamy Anne na pokładzie!
    Rozumiem, że macie życie osobiste, szkołe itp i nie miałam, ani nie mam dj Was żalu że nie był rozdziału, tylko czasem wystarcY napisać notke w postaci jednego zdania i jest wtedy milej xx

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja pierdziele jakie emocje!
    Normalnie czytałam z zapartym tchem z nadzieją, że przeczytam, że udało im się uciec a tu co?! Dupcia blada :D Trza czekać jeszcze z tydzień ja nie dwa na ich ucieczkę :D
    No więc czekam :D
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  22. Super rozdział ale już nie mogę się doczekać następnego !!!

    OdpowiedzUsuń
  23. Cudowny rozdział 😍

    OdpowiedzUsuń
  24. Rozdział genialny. Jak zawsze. Większość z was spinała się że nie mam rozdziału, a ile jest komentarzy? Połowa z was którzy robili drame pod notką nawet nie skomentowali tego rozdziału -,-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, bardzo mi jest przykro z tego powodu, bo pod ogłoszeniami ponad 100 a tu ledwo 60

      Usuń
  25. KURWA JEBANA MAC CI ZA EMOCJE !!

    OdpowiedzUsuń
  26. OH GOD! KOCHAM KOCHAM KOCHAM !!

    OdpowiedzUsuń
  27. Omg *_* cudo. Taaak, dobrze Harry, tak trzymaj. Teraz szybko szukać Rose :3 jej.... Musi im się udać <3 i brawa dla Rose, dobrze, bardzo fdobrze że postrzeliła Normana, tego szmaciarza -.-
    zejCzejam na next :*
    Witamy Ania! <3
    Życzę powodzenia i dużo weny do tłumaczenia :) mam Madzie ze będziemy zadowoleni z Twoich tłumaczeń (a na pewno będziemy) a Ty będziesz mieć satysfakcję z tego co robisz :D
    Pozdrawiam
    N:***

    OdpowiedzUsuń
  28. Mówiłam, że będzie się opłacało czekać? ;) jeju jaki cudowny kakxdjsklaxmzkksd
    Witamy Anię (:
    @DiirectionerrPL

    OdpowiedzUsuń
  29. Wow niesamowity rozdzial! I panno xyz genialnie tlumaczysz serio naprawdę dobra robota.

    OdpowiedzUsuń
  30. OMFG jaki długi nie dziwie sie dziewczyny że aż tyle czasu Wam to zajęło. Jesteście świetne w tym co robicie i nie przejmujcie sie tymi hejtami :/ XYZ świetnie sobie poradziłaś :) powodzenia dziewczyny w tłumaczeniu jak i w szkole :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 7 stron! Przeciętny rozdział ma 4, a 48 ma aż 9!!

      Usuń
  31. Kocham to opowiadanie i to jak tłumaczycie :) <3

    OdpowiedzUsuń
  32. Nwm czemu ale strasznie mnie rozbawiło to z tym "moja dziewczyna" XD
    Jak ja chce nastepny rozdzial jdkkdjdk z kazdym kolejnym coraz trudniej wytrzymac

    OdpowiedzUsuń
  33. i chyba umarłam, dziękuje.
    ale tak serio to czytałam ten rozdział z 10 razy żeby się upewnić co się właśnie stało. nie wiedziałam, że rose taka nasza rozdziałowa cipa postrzeli kogoś hahaha nie wierze do teraz. mam nadzieje, że w końcu się znajdą, uciekną i będą żyć długo i szczęśliwie, chociaż właściwie nie wyobrażam sobie ich po skończeniu się psychotica, nie umiem wymyślić zakończenia, bo hej znowu mnie pewnie coś zaskoczy XD
    co do tłumaczenia to właściwie nie robiło mi różnicy czy dodacie w poniedziałek czy w środe, bo i tak bardzo dobrze sobie radzicie i dziękuje wam za to, bo na niektóre fanficki czeka się miesiąc albo i dłużej. rozumiem wasze opóźnienia, bo każdy ma szkołe i wy jesteście na stopniu "wkraczania w życie" i to chyba wiadome że musicie się uczyć, a dochodzi wam tłumaczenie, co nie jest łatwym zadaniem z tyloma obowiązkami i nauką.
    dziękuje i czekam na następny ♥

    OdpowiedzUsuń
  34. o ludzie ! Jakie emocje ! nie mogę się doczekać następnego :) teraz akcja się dzieje tak szybko ! :D kocham ♥

    OdpowiedzUsuń
  35. Dziewczyny, kocham was za to tłumaczenie :D

    OdpowiedzUsuń
  36. Jezu. Świetne *-* Hazz mysi znaleźć Rose <3

    OdpowiedzUsuń
  37. o moj boze co za emocjeee
    niech Harry znajdzie Rose
    niech zyja dlugo i szczesliwie
    proooooooooooooosze
    czekam na nastepny x

    OdpowiedzUsuń
  38. hdgjhvghjxcvgjhxcgvjxgvjxbvxj *.* OMG!
    I dobrze że Rose strzeliła w kolano Normanowi Xd i to pochwała od Harrego haha
    Ta Hellman to suka -.- mówiłam juz to 142614162727268 razy ale to prawda XD
    Ma nadzieję że Hazza poszedł w dobrym kierunku i się znajdą :o
    @himyliam

    OdpowiedzUsuń
  39. Wiem, że mało kto lubi spam, ale proszę - przeczytaj mój komentarz do końca! Możesz go w razie konieczności potem usunąć, ale naprawdę błagam - przeczytaj.. :) Kocham pisać, to moje życiowe hobby i naprawdę zależy mi na moich czytelnikach, którzy są ze mną od początku. Dla nich stworzyłam opowiadanie, które może i ciebie zainteresuje. Pod linkiem, który zaraz podam znajdują się dwie części, obie znajdziesz w zakładce rozdziały. :) Byłabym wdzięczna, gdybyś przeczytała chociaż prolog, a dopiero potem zadecydowała czy będziesz czytać czy nie. Losy Kate i Justina nie są plastikowe, monotonne, a już na pewno nie podawane jako "odgrzewany kotlet". To życiowa historia, dzięki której doceniamy własne życie. Zapraszam do naszego świata, świata pełnego bólu, rozczarowania i problemów. Jesteś gotowa wybrać się z nami w podróż?
    "To nasz świat, do którego nikt nie miał wstępu. I owego wstępu mieć nie będzie. Tak długo jak gwiazdy będą świecić." http://you-part-of-me.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  40. Już się nie mogę doczekać nexta! lojwefoiwejowijeoekajsfsdklajefiq

    OdpowiedzUsuń
  41. Ciągle się zastanawiam co Harry zrobił kiedyś, chodzi o to o czym mówiła Alice i anonim ;p Rozdział świetny! <3 Czekam na następny rozdział :D Hazz musi pogratulować Rose że strzeliła XD

    OdpowiedzUsuń
  42. chce juz nastepny, nie wytrzymam no

    OdpowiedzUsuń
  43. Boże a jak ona na prawde pobiegła w prawo a norman nie miał czasu na myślenie o kłamstwach i wkręcaniu harryego bo go bardzo bolała noga no i harry pobiegł w złą stronę ? O_O Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału ^^

    OdpowiedzUsuń
  44. DLACZEGO
    ONA
    NAM
    TO
    ROBI
    ŻE
    PRZERYWA
    W
    TAKIM
    MOMENCIE?:"))))))))))))))))))))))))
    I wg to witam nową tłumaczkę!:D
    ROZDZIAŁ JAK ZAWSZE SWIETNY!:o

    OdpowiedzUsuń
  45. Gdjsbdkabdoa ten rozdział mial tyle zabawnych momentow hahahaha np. No wiec Harry gdzie jest Rose? -pie*dol sie
    Albo jaka matka taki syn.. masakra x.x bsjsjsos

    OdpowiedzUsuń
  46. o kurwa !!! pewnie pobiegł w złą stronę ! :oo
    Czekam na next'a <3

    OdpowiedzUsuń
  47. Dlaczego tak szybko sie skonczylo, no? rycze ... ;)
    http://between-love-and-hate-is-a-fine-line.blogspot.com/?m=1 polecam

    OdpowiedzUsuń
  48. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  49. Boziu boziu boziu.
    Cudownie ♡
    Mam nadzieje ze harry ja znajdzie

    OdpowiedzUsuń
  50. uda im się, Harry musi tylko znaleźć Rose, drogę ucieczki i gotowe!
    już nie dawałam im nadziei, a tu taki zwrot akcji.
    mógłby też zabić panią Hellman.
    tłumaczenie jest świetne :)
    dzisiaj był WWA, hgcfdxvsghyujak wspaniały !

    OdpowiedzUsuń
  51. JASNA CHOLERA! Szczerze mówiąc nie spodziewałam się Normana. Myślałam bardziej o tej osobie, która ma ostrzec Rose przed Harry'm. Cóż, na pewno jeszcze się przewinie w czasie ich ucieczki, bądź po niej. Czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  52. Nice.czekam na kolejny

    OdpowiedzUsuń
  53. OMG DAJCIE MI KOLEJNY DKJAFSGDHJKLKJHJGHFGDFD

    OdpowiedzUsuń
  54. O jezuśku kochany, co to było? Rose być dobra. Hahaha lol... A co do harrego to niezły twardziel. Na jego miejscu wzięłabym tą dziwe za kłaki i podpaliła 😇

    OdpowiedzUsuń
  55. Ja pierdole ( za przeproszeniem ) Wyobraziłam sobie Harr'ego siedzącego na krześle ze związanymi rękoma. mkjhfneailvkrjthse
    I jak Rose postrzeliła tego debilnego napaleńca. Jejku serce wali mi jak oszalałe. Rozdział ZAJEBISTY.
    P.S Dobrze tak Hellman. DAJESZ, HARRY, DAJESZ

    OdpowiedzUsuń
  56. kieeeeeedy next? nie moge sie doczekac! :D

    OdpowiedzUsuń
  57. Om om om zajebisty! Aniu świetnie tlumaczysz :) nie mogę już doczekać się nn! /sally

    OdpowiedzUsuń
  58. Kiedy next? Będzie dzisiaj? Obiecywałyście, że najpóźniej do środy powinien być...
    / Sashii

    OdpowiedzUsuń
  59. Kolejne rozczarowanie... Miało pn-śr a juz jest 21, a rozdziału nie ma. Jeżeli się do czegoś zobowiązujecie to powinnyście się z tego wywiązać. To trochę wkurzające ... / Natt

    OdpowiedzUsuń
  60. Zgadzam się z Natt. Jak już nie dodajecie rozdziału w określonym terminie to mogłybyście chociaż napisać informację, że nie pojawi się tego dnia itd. To nie jest hejt czy coś tylko tak piszę abyście chociaż poinformowały nas bo na prawdę dużo osób czyta tego bloga i czeka na rozdział z niecierpliwością. Pozdrawiam
    /K

    OdpowiedzUsuń
  61. i znowu dupa blada... ehh

    OdpowiedzUsuń
  62. Rozdział >>>>>>

    A wgl to... HARRY BIEGNIJ BO W PRZECIWIEŃSTWIE DO KWIATA NIE MASZ CZASU! XD

    OdpowiedzUsuń
  63. Znowu opóźnienie, żenada. :)
    Natt ma rację, a jak się coś zaczyna trzeba to skończyć jak należy. Jest 22:40, środa. W środę miało być najpóźniej... Mamy rozumieć, że chodziło o 12.11?
    Ja, jak i większość czytelniczek, jestem zawiedziona. Poprawcie punktualność, bo obserwatorzy mogą odejść. (chociaż to byłoby bez sensu, z racji tego, że doczekujemy się 46 rozdziału, a ostatni to 47. Powinniśmy już według grafiku zaczynać powolutku Chaotic. Jeśli weźmiecie się za niego, poprawcie tą nie staranność.)

    Bez pozdrowień, Agata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czesc Agata. Tez jestem Agata. To tyle z mojej strony, dziekuje.

      Usuń
    2. To śmieszne bo było powiedziane pon-śr czyli cała środa wiem, że 23 jest późną porą ale wyobraź sobie, że np uczyłam się? więc trochę cierpliwości, przyda się ;) przykro mi, że jesteś zawiedziona choć rozdział został dodany w terminie. Jeśli komuś podoba się ff to nie odejdzie, a jeśli coś się nie podoba to droga wolna. Nie staranność? Jeśli wolisz rozdziały mogą być nie starannie tłumaczone i poprawiane jeśli tak wam zależy na czasie.
      Pozdrawiam gorąco, XYZ

      Usuń
  64. Bardzo Wam dziękuję, że postanowiłyście tłumaczyć to ff <3 Jesteście wielkie :D tak się wciągnęłam, że zapomniałam o kom. , za co przepraszam, obiecuję poprawę ;) Jeszcze raz dzięki <333

    OdpowiedzUsuń