środa, 25 grudnia 2013

Rozdział 3

- Mogę zapytać, co ty tu robisz?
Niechętnie się odwróciłam, nie chcąc zobaczyć twarzy osoby stojącej za mną. Kiedy jednak to zrobiłam, poczułam niewielką ulgę. Była to rudowłosa kobieta w średnim wieku, której nigdy wcześniej nie widziałam.
- Przepraszam. Mam teraz przerwę, więc pomyślałam, że się trochę rozejrzę.
- Nie możesz tutaj przebywać - oznajmiła protekcjonalnym tonem.
- Oh, przepraszam - szybko wybiegłam z pomieszczenia, starając się uniknąć dalszej konwersacji. Miałam nadzieję, że nie powie o niczym pani Hellman. Z drugiej strony, nawet nie zapytała o moje imię.

Wróciłam do pokoju pielęgniarek zadowolona, że miałam jeszcze chwilę, aby usiąść i się zrelaksować. Z jakiegoś powodu czułam się strasznie zmęczona i potrzebowałam chwili odpoczynku. Jednak kiedy tylko znalazłam się w głównej części budynku, popatrzyłam na zegar. Było południe, co znaczyło, że musiałam znowu iść pilnować pacjentów podczas ich lunchu. Jęknęłam, kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że będzie tam pewien przestępca z burzą kasztanowych loków.

Z niechęcią poczłapałam korytarzem i otworzyłam drzwi kafeterii. Nikt nie zwrócił na mnie nawet najmniejszej uwagi, jak zwykle zresztą, i wszyscy kontynuowali robienie tego co robili zanim się tu pojawiłam. Udałam się na tył pomieszczenia, żeby widzieć wszystkich pacjentów. To była prosta robota, serio. Ludzie nie dostawali napadów złości ani nic w tym rodzaju, tak często jak można by przypuszczać, a kiedy już dostawali ochrona zawsze docierała do nich przede mną. Ja miałam za zadanie tylko ich uspokoić w ten lub inny sposób, jeśli byłoby to niezbędne.

Miałam jednak nadzieję, że nie będę zmuszona robić tego dzisiaj, ponieważ byłam potwornie zmęczona. Nie wiedziałam dlaczego, ale wyglądało to tak jakby każda mijająca minuta sprawiała, że stawałam się coraz bardziej i bardziej wyczerpana. Odchyliłam się do tyłu, aby oprzeć się o ścianę i poczułam jak moje powieki robią się coraz cięższe. Jednakże nagle otwarły się szeroko, kiedy usłyszałam obok mnie zachrypnięty głos.
- Cześć.
Odwróciłam się gwałtownie, aby zobaczyć Harrego stojącego obok mnie powtarzającego moją postawę opierając plecy o ścianę. Papieros wystawał z kącika jego ust, co uwydatniało jego szczękę, a paczka z której pochodził spoczywała w jednej z ogromnych dłoni chłopaka. Nie zapominając o wcześniejszym incydencie, musiałam zwalczyć impuls do odwrócenia się i ucieknięcia jak najdalej od niego.
- Chcesz? - zapytał wyciągając w moją stronę paczkę papierosów.
- Nie, nie palę - powiedziałam tonem nieco bardziej nieprzyjaznym niż planowałam. Wzruszył ramionami i położył paczkę na stojącym obok stole.
- A więc, Rose, tak masz na imię, prawda?
Skinęłam w odpowiedzi.
- Ile masz lat?
- Dwadzieścia.
- Ja dwadzieścia dwa.
- Dlaczego ze mną rozmawiasz? - zapytałam nagle. Uniósł brwi zaskoczony moim pytaniem, a po chwili jego czoło zmarszczyło się w zamyśleniu.
- Sam nie wiem - znów wzruszył ramionami - Ochroniarze nie są zbyt rozmowni, a wszyscy inni w tym pomieszczeniu są nienormalni.
- Oh, więc ty jesteś normalny?
- Nic takiego nie powiedziałem.
Nie odpowiedziałam, podczas gdy on zaciągnął się swoim papierosem, który przy jego różowych ustach wyglądał bielej niż zazwyczaj.
- Dlaczego tak się mnie boisz? Przecież nie masz żadnego powodu.
Potrząsnęłam głową zmieszana. Powody były jasne jak słońce.
- Na początek, obdarłeś ze skóry trzy kobiety...
- I ty w to wierzysz? - Harry przerwał mi, znów unosząc brwi.
- Tak, niby dlaczego miałbyś być w instytucji dla obłąkanych kryminalistów, gdyby było inaczej?
Wyglądał jakby chciał coś wtrącić, ale kontynuowałam swoją myśl zanim miał szansę.
- I kto powiedział, że się ciebie boję?
Bałam się go, ale to nie oznaczało, że chciałam, żeby o tym wiedział. Nie chciałam, żeby myślał, że byłam słaba. Jedynymi ludźmi, których się bałam byli Harry i pani Hellman, ale jej bałam się z zupełnie innych powodów. Poza tymi wyjątkami uważałam się za całkiem odważną.
- To oczywiste.
- Niby jak?
- No więc - powiedział oblizując swoim różowym językiem usta - Obserwowałem się odkąd tu jestem i...
- Czekaj, co masz na myśli mówiąc, że mnie obserwowałeś?
Myśl o jego ciemnych, zielonych oczach śledzących każdy mój ruch, podczas gdy nawet tego nie zauważałam przyprawiał mnie o ciarki.
- Znaczy, patrzyłem na ciebie. Po prostu patrzyłem na ciebie stojącą tutaj.
- Po co?
- Cóż, nie jest łatwo oderwać od ciebie oczy. Jesteś piękna - powiedział z tym głupim, uwodzicielskim uśmieszkiem na ustach. Starałam się nie zareagować na jego komplement, jednak mi się nie udało. Czułam jak moje policzki robią się gorące i wiedziałam, że stały się też czerwone. Harry chyba zauważył, bo jego uśmiech się poszerzył, kiedy mówił dalej.
- W każdym razie, widziałem jak rozmawiasz z innymi pacjentami. Uwielbiasz ich, to widać. Jesteś najmilszym pracownikiem, którego do tej pory udało mi się spotkać, ale w stosunku do mnie jesteś zdystansowana, zamknięta w sobie, pilnujesz się. Nigdy wcześniej nie odezwałaś się do mnie słowem. To znaczy, że się boisz.

Wypuścił z ust duży kłąb dymu. Brzydziłam się paleniem. Pachniało ohydnie i czułam się okropnie zmuszona to wdychać. To jednak nie zmieniało faktu, że Harry wyglądał niesamowicie seksownie, kiedy to robił. Ale i tak go nienawidziłam. Nie wiedziałam nawet dlaczego. Może to był ton jego głosu; że podchodził do wszystkiego na luzie i zachowywał się jakby każdy był od niego gorszy. Nie w normalny, snobistyczny sposób, ale bardziej onieśmielający, jakby wiedział, że nikt nie chciałby z nim zadzierać.

- Więc jestem aspołeczna, zdystansowana i nieprzyjacielska w stosunku do ciebie? Harry, jesteś tu dopiero od tygodnia i ledwo z tobą rozmawiałam.
- No właśnie. Rozmawiasz ze wszystkimi tylko nie ze mną. Wiedziałem, że nie może za tym stać fakt, że mnie nie lubisz, bo praktycznie w ogóle mnie nie znasz. Więc musiał to być strach.
- Cóż, teraz cię znam i ciągle cię nienawidzę - powiedziałam szorstko. Nie wiem co sprawiało, że tak się zachowywałam w stosunku do niego. Oh tak, prawie zapomniałam. Był mordercą.

Harry odchylił głowę w tył wybuchając śmiechem.
- Mmm jesteś też zadziorna - oznajmił. Przygryzł zębami swoją dolną wargę, kiedy jego ciemne oczy skanowały moje ciało. Odezwał się znowu, kiedy jego szmaragdowe spojrzenie w końcu powróciło na moją twarz - Podoba mi się to.

Wydałam z siebie odgłos zdegustowania. Nie mogłam go znieść. Właśnie miałam powiedzieć coś wyjątkowo niemiłego, ale Harry przemówił pierwszy.
- Tak więc, miło się z tobą gawędziło, Rose. Do zobaczenia - mrugnął, wkładając swojego papierosa z powrotem do ust. Odepchnął się od ściany i zostawił mnie samą. Moje oczy śledziły go, jak odchodził mając cały świat w poważaniu i swoją wysoką sylwetką przewyższając wszystkich w pomieszczeniu.

Leżałam w swoim łóżku, czując ulgę, że w końcu jestem w domu. Rezydowałam sama w małym mieszkanku w sercu Londynu. Było w nim ciepło i przyjemnie i miało całkiem dobrą ochronę, więc je lubiłam. Jednak nawet w tak miłym miejscu czułam się trochę niespokojna. Miałam włączony czarno-biały telewizor, by moje myśli skupiły się na obrazach na ekranie, a nie czymś innym, co z pewnością opóźniłoby moje zaśnięcie. I tak nie działało. Nie mogłabym nawet powiedzieć jaki program oglądałam, ponieważ nie zwracałam na niego najmniejszej uwagi.
Zamiast tego myślałam o czymś zupełnie przeciwnym, niż to o czym bym chciała teraz myśleć, ale nie mogłam pozbyć się tego z mojej głowy.

Harry.

Nie ważne jak bardzo starałam się przekonać samą siebie, że jest inaczej, przerażał mnie. Wiedziałam, że nie powinnam się go bać. Był zamknięty za żelaznymi kratami. Nigdy nie byłby w stanie stanowić zagrożenia z pielęgniarkami i całą ochroną pilnującą tego wariatkowa. Mimo wszystko, wciąż się bałam.

To właśnie czułam w stosunku do niego - strach. Nie z powodu tego co zrobił. To już się wydarzyło, a ja nie bałam się rzeczy, które miały miejsce w przeszłości. Bałam się rzeczy, które mogą się dopiero stać. Bałam się tego, że nie wiem co się wydarzy; że nie wiem do czego ktoś może być zdolny. Bałam się faktu, że nie jestem w stanie przewidzieć swojego losu. Z Harrym w pobliżu, nie spuszczającym ze mnie oczu, nie miałam pojęcia co może się wydarzyć. Prawdopodobnie nic, jednak wciąż nie mogłam odpędzić od siebie tego strachu.

Ale niepokój to nie jedyne, co czułam w stosunku do Harrego. Było też coś innego, coś niemal kompletnie przeciwnego. Może była to ciekawość...albo pożądanie. Zdecydowanie miał w sobie coś pociągającego, czego nie byłam w stanie zignorować. Zaczynając od jego mocno zarysowanej linii szczęki, po jego zadziwiający wzrost i umięśnione ciało. Może też jego idealnie opaloną skórę lub głęboko zielone oczy albo pełne usta i to jak oblizywał je swoim różowym językiem, kiedy mówił. Lub jego oszałamiające, idealnie zarysowane kości policzkowe, lub sposób w jaki uwodzicielsko wyciągał papierosa z pomiędzy swoich warg, aby powoli wypuścić kłąb dymu. Nie wspominając o tych gęstych, ciemnych włosach, które były dosłownie stworzone do tego aby wpleść w nie palce, żeby utonęły w miękkich lokach. I jego głęboki, ochrypły, wprawiający w zakłopotanie głos.

Okej, dość tego, powiedziałam samej sobie. On jest mordercą. Ugh, dlaczego musi być tak cholernie atrakcyjny? Takie piękne ciało zmarnowane przez chory umysł. Oh tak, i jeszcze nienawiść. Wyczuwałam jej w chuj dużo. To uczucie było zdradliwe, ponieważ nie mogłam znaleźć na nie żadnego wytłumaczenia. Nigdy nie patrzyłam na rzeczy, które pacjenci zrobili w przeszłości, wiedząc, że przeszłość była przeszłością i że byli niepoczytalni i że starano się im pomóc. Byli po prostu chorzy i wymagali leczenia. Ale jeśli chodziło o Harrego...gardziłam nim. Może to przez to, że był taki pewny siebie, prawie jakby był dumny z tego, co zrobił. Cały czas był taki zadowolony z siebie i zarozumiały. Nie wykazywał nawet specjalnie żadnych objawów szaleństwa, więc to wyglądało tak jakby zrobił te wszystkie straszne rzeczy świadomie, w przeciwieństwie do innych pacjentów. Wkurzało mnie też to, że sprawiał, że się rumieniłam. Nie wiedziałam, czy byłam wściekła o to bardziej na niego czy na samą siebie. Ale Harry dobrze wiedział co robił i wiedziałam, że to brzmiało szalenie, ale czułam jakby mną manipulował. Jakby to dawało mu złudzenie posiadania kontroli.

Pomimo mojego strachu i wstrętu, moje sny były przepełnione niczym innym niż pięknym, obłąkanym mężczyzną.

____________________________________
jest rozdział trzeci :) jak wam się podoba ? najprawdopodobniej następny rozdział będzie jutro, jak magda się wyrobi lol
dziękuję za wszystkie komentarze, wejścia i wszystko! robimy małą zmianę jeżeli chodzi o informowanie o nowych rozdziałach. jeżeli chcecie, możecie zgłosić się TUTAJ, a my dopiszemy was do listy i zawsze będziecie na bieżąco. ~natalia :)x

+chciałam jeszcze podziękować tu za piękny wygląd bloga kochanej @wampirka00

22 komentarze:

  1. Pierwsza. Wspaniały rozdział. Juz kocham to opowiadanie <33

    OdpowiedzUsuń
  2. Będzie ciekawie :D
    Harry wydaje się taki pewny siebie :D
    czekam na kolejny xx
    @veryhappyyyy

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeju kolejny cudowny rozdział *-* z rozdział na rozdział ff jest coraz ciekawszy :) jestem ciekawa dalszym rozwojem akcji i z jeszcze większą niecierpliwością czekam na następny rozdział @Jagoda_1447 :D

    OdpowiedzUsuń
  4. ciekawa akcja ale chce więcej akcji z Harrym :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj wierz mi, jeszcze będzie takich dużo:D

      Usuń
  5. Jej tak sie ciesze że ktos tłumaczy to opowiadanie!!! Czytam po ang. Ale mało co rozumiem xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne jest ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Postaram sie komentaować kazdy rozdział :D Ale na każdy mam podobn określenia bo wszystkie są wspaniałe :) Bede musiała zajrzec do słownika z synonimami xD @EmilaMikasz xx

    OdpowiedzUsuń
  8. Fajny rozdział. Nie rozumiem tylko jednego. Skoro są to lata bodajże 50 to dlaczego używany jest tak "współczesny" język? Przez to trochę źle się czyta.
    + dobrze wiem, że to jest tylko tłumaczenie, ale gdzie indziej jak nie tu miałbym wystukać kilka słów na temet opowiadania.
    ++ wielbię Was za to tłumaczenie, takie genialne ff trzeba przekładać :)
    To tyle ode mnie, biorę się za kolejny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  9. - Obdarłeś ze skóry 3 kobiety? Wow, jesteś taki pociągający!

    OdpowiedzUsuń
  10. Kolejny ciekawy rozdział,chociaż liczę na więcej ekstremalnych scen i tak dalej :).Dobrze, że w rozdziale jest zawarty opis uczuć bohaterki jestem ciekawa czy w dalszym FF będzie POV Harry coś takiego, było by to ciekawe.Chociaż wiem,że wy tylko tłumaczycie;3.

    OdpowiedzUsuń
  11. O matko, super rozdzial!! Harry jest taki pociagajacy!! I taki pewny siebie! I dlaczego zachowuje sie tak, jakby tego nie zrobil? Nie zabil tych kobiet... miesza mi w glowie... Uwazac, ze jest zly czy nie?
    Zapraszam do mnie:
    http://appearences-are-deceitful.blogspot.com/?m=1

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudowny! Może spodziewałam się bardziej jakiegoś horroru, ale i tak jest idealnie ;) Maddie H. x

    OdpowiedzUsuń